sobota, 19 sierpnia 2017

Opuszczone wsie łemkowskie i inne miejsca w Beskidzie Niskim i Sądeckim, część 24

Tereny dawnej łemkowskiej wsi z opuszczonym PGR, a do tego jeden z największych cmentarzy wojennych w powiecie gorlickim i dwa inne, małe cmentarzyki z czasów I wojny światowej.


 


Opuszczona łemkowska wieś L. w ostatnich latach przestała być już taka opuszczona. Jest tutaj stajnia i chyba jakiś pensjonat. Tak to czasem bywa z tymi miejscami - są malownicze, pusto, w sam raz na takie inwestycje. Niestety prędzej czy później pewnie wszystkie te dolinki zamienią się w turystyczne deptaki. Na szczęście chyba jeszcze trochę czasu zostało. Póki co stajnia w L., chociaż to spory teren, nie razi.



Wieś istniała od XVI wieku, pod koniec wieku XIX mieszkało to ponad 500 osób. L. zostało niemal zrównane z ziemią podczas kolejnych wojen światowych, zwłaszcza w 1944 roku. Po wojnie Łemkowie wyjechali, część dobrowolnie, pod wpływem agitacji władz przedstawiającej ZSRR jako krainę mlekiem i miodem płynącą. Pozostałe domostwa spaliła sotnia UPA. Za PRL tereny oczywiście przejął PGR. Jego spore pozostałości mieszczą się na końcu opuszczonej wioski, pokażę je poniżej.


Żeby dojechać do L., trzeba było przebyć długą gruntową drogę od chodzącą od szosy. Akurat lało jak z cebra, co nie ułatwiało sytuacji. Tutaj miejscowy potok:





Kawałek za mostkiem nad potokiem i za agroturystyczną stajnią - dawny cmentarzyk łemkowski. Przy okazji ważna jak myślę uwaga - jeżeli ktoś chce zwiedzać takie miejsca, to na pewno nie w sezonie letnim. Krzaki i zarośla potrafią uniemożliwić eksplorację nawet tym, którym nie brakuje zapału i chęci poświęcenia się. W maju krzaczory dorastały dopiero do kostek lub pół łydki i nie było większych problemów, może poza moczeniem butów podczas deszczu. Gdy w lipcu próbowałam zwiedzać cmentarze Olendrów na Mazowszu, musiałam się wycofać z powodu zwartej ściany pokrzyw.
























Najpierw podeszłam kawałek za cmentarz, żeby zobaczyć, czy autko da radę, a potem pojechałam dalej, w kierunku opuszczonego PGR.



Tymczasem ulewa zamieniła się w oberwanie chmury.



No i jest opuszczony PGR na końcu świata:









Pomieszczenia są już całkowicie wybebeszone:



Od początku miałam uczucie, że nie jestem tam sama i potwierdziło się to chyba przy tym żółtym domu - jak się wydaje, ktoś tam pomieszkuje. Nie widziałam tej osoby, ale budynek sprawiał wrażenie przynajmniej czasami (na dziko?) użytkowanego. Niezła miejscówka, opuszczony PGR na końcu świata.





Starałam się streszczać podczas powrotu, bo droga była już nieco bardziej zalana, niż kiedy jechałam w drugą stronę. Ale spokojnie dawało radę przejechać moim małym, ale jak zawsze dzielnym autkiem.



Z parasolem w ręku oglądałam kilka kapliczek, rumowisk i studni na drodze przez dawne tereny wsi.



Ta zbudowana dopiero w latach 90-tych kapliczka upamiętnia cud, jaki miał się tu wydarzyć w 1949 roku. Małemu pastuszkowi ukazała się Matka Boska:






Bardzo ładna nadrzewna kapliczka, czy raczej drzewny krzyż:








Teraz pokażę największy chyba cmentarz z czasów I wojny światowej spośród tych, które zwiedzałam podczas tej trasy. To Łużna niedaleko Gorlic. Cmentarz jest położony na stromym zboczu góry Pustki, o które w 1915 roku toczyły się ciężkie walki. Góra została zdobyta przez wojska austro-węgierskie i znacznie przyczynili się do tego polscy żołnierze z dywizji piechoty zwanej krakowską. Miejsce bywa nawet nazywane Galicyjskim Monte Cassino. Leży tu ponad 1200 żołnierzy, głównie armii austro-węgierskiej (w tym Polacy) i niemieckiej, ale też ponad 200 Rosjan.

Przy tej okazji jeszcze raz polecę książkę "Cmentarze z I wojny światowej w powiecie gorlickim", która bardzo mnie zainspirowała podczas majowej trasy.


Cmentarz zaprojektował Polak, Jan Szczepkowski. Podobnie jak znajdujący się niżej wzgórza cmentarzyk, który też tu pokażę. Efekt końcowy ma pewne cechy wspólne z pokazanymi tu wcześniej cmentarzami, zwłaszcza projektu Dušana Jurkoviča. To nie przypadek, bo właśnie on dokończył budowę, Szczepkowski w pewnym momencie został odwołany z funkcji kierownika robót.

Na samym szczycie widać drewnianą kaplicę, główny pomnik. Jest on właśnie autorstwa Dušana Jurkoviča, co widać od razu, gdy ktoś się zapoznał z jego innymi projektami w tym regionie. To niestety tylko kopia, odbudowana zaledwie kilka lat temu po pożarze, jaki wybuchł w latach 80-tych, ale zdaje się, że udana. Niestety nie dało się tak z marszu wejść do środka ani jakoś go podejrzeć, ale chyba wciąż jeszcze nic tam nie ma - po prostu kaplica jest za nowa. Na zboczu góry jest pełno mniejszych pomników i setki grobów. To chyba dobry moment, żeby ewentualnie zainteresowanym pokazać tablice informacyjne o tych cmentarzach i ich projektantach. Pisałam już o nich szerzej przy okazji pokazywania Sękowej, TU.
































































A tutaj mały cmentarzy nr. 122, który znajduje się przy drodze poniżej. Leżą tu sami żołnierze rosyjscy, został zaprojektowany przez Jana Szczepkowskiego. Gdy byłam tam wiosną, wszędzie kwitły mlecze:












Teraz obok cmentarnego muru polubiły kury z okolicznego gospodarstwa:>



Na koniec zwiedziłam położony nieco dalej cmentarz nr. 120, też projektu Jana Szczepkowskiego. Tutaj z kolei leżą sami żołnierze austro-węgierscy, a konkretnie Węgrzy polegli w walce o wzgórze Wiatrówki. Cmentarzyk jest przy asfaltówce, nieco w głębi. Wiosną nie było kłopotu z zauważeniem go za polem.










Inskrypcja na pomniku: "Przechodzicie obok nas z bujnymi kwiatami wiosny/I z lata snopami/I z winnymi gronami czerwonej jesieni/Byśmy my, wierni tej ziemi, za którą umarliśmy/ Błogosławieństwami jej/ Wspólnie z wami cieszyć się mogli".














c.d.n.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz