środa, 7 grudnia 2016

Opuszczone miejsca i przyroda Lubelszczyzny, część 15

Klasyczny opuszczony domek z obrazami, okularami i oczywiście złotymi myślami z "Poradnika Plantatora" z 1961 roku, inna porzucona chatka - z pudlobarankiem, a do tego wycieczka do Szczebrzeszyna, gdzie chodziłam po wąwozach i fasolowych plantacjach, a także po cmentarzach - katolickim i żydowskim.







Opuszczony dom z Poradnikiem Plantatora znalazłam w dość turystycznej okolicy, a jednak się uchował razem ze swoimi klasycznymi fantami. To już typ rozgrzebany, z rzeczami zrzuconymi przez jakichś niegdysiejszych szabrowników na środek pokoju, z powybijanymi oknami i pofalowanym daszkiem.


Klasyczne święte obrazy leżały poodwracane na łóżku, w śmieciach i starych kurtkach. Odgruzowałam je i ułożyłam na chwilę na krześle.



Opuszczone okulary - często występują właśnie w tych grubych, plastikowych oprawkach. Porzucone optyczne też zazwyczaj takie mają. Zauważyłam, że w porzuconych chatkach okulary często znajduje się na stolikach pod oknami. Tak było i w tym przypadku.









"Poradnik Plantatora" z 1961 roku:




"Wycieczki kształcą";> Wiedział o tym już "Poradnik Plantatora - Organ Centralnego Związku Plantatorów Przetwórczych Roślin Okopowych".



Nie opylać, tylko zamgławiać:








Opuszczony dom z pudelko-barankiem "zwiedziłam" tylko zaglądając przez wybite, małe części okienek. Nie udało się szukanie jakichś opiekunów z kluczami. Ale sporo było widać.


Tutaj ciekawy, rzadko spotykany portret całej rodziny z chrzcin połączony z innym zdjęciem i w formie obrazu. Czasem w opuszczonych domach pozostają obrazy robione ze zlepków rodzinnych zdjęć, ale właśnie raczej nie dwóch dużych, tylko nawet kilkunastu czy więcej mniejszych. Pojawiają się też takie zlepki ze świętych obrazków - cały zbiór zostaje nalepiony na tekturkę i oprawiony w ramę.


Na stole jakieś plastikowe stworzenie - chyba pudelek, a może zmutowany baranek:>




Do Szczebrzeszyna pojechałam pod koniec wycieczki na Roztocze. Głównym celem były wąwozy lessowe, które pokażę niżej. Prowadzący tam szlak biegnie wzdłuż ulicy Cmentarnej, są przy niej dwa cmentarze - czynny katolicki i zarośnięty kirkut. Wracając z wąwozów, weszłam na chwilę na ten rzymskokatolicki.
 


Chodziłam sobie między grobami, gdy jakaś starsza pani spytała, czy wiem, że na tym cmentarzu jest pochowana prababcia Jana Pawła II ze strony matki. Nie wiedziałam. To właśnie ten grób, jest tu pochowanych kilka osób z rodziny Kaczorowskich:










Neogotycka kaplica cmentarna św. Leonarda:





Nietypowa tabliczka nagrobna. Zamiast malować farbą, jak to czasem bywa na ubogich nagrobkach, ktoś wyciął litery w metalu. "Sadło Stanisław. Zginoł tragiczno śm[iercią] w ro [ku] 44". Miał 10 lat, a druga pochowana tu osoba, zmarła w 1946 - 15?






Kirkut zwiedzałam jakiś tydzień wcześniej, jadąc w drugą stronę. Lał wtedy deszcz i utrudniało to zwiedzanie w mokrych pokrzywach i innych chaszczach, z parasolem nad aparatem. W dodatku trzeba było się prawie wczołgiwać pod krzewy, żeby dojść do niektórych grobów. Najstarsze macewy pochodzą z XVIII wieku. Przed II wojną światową większość mieszkańców tej miejscowości stanowili właśnie Żydzi. Podczas wojny zostali rozstrzelani na terenie kirkutu. Teren jest ogrodzony, położony tuż obok zamieszkałych domów.













Do wąwozów pod Szczebrzeszynem ruszyłam akurat na wschód słońca. Nocowałam blisko rynku i ul. Cmentarnej, gdzie zaczyna się szlak. Autko zostało przy hotelu, ale można też zaparkować pod katolickim cmentarzem, boczna ulica odchodząca od Cmentarnej prowadzi na parking. Za cmentarzem i kawałek za miastem było najpierw tak:
 




Wszędzie fasola, całe kiście;>














Dochodzi się do skrzyżowania dróg. Ja zdecydowałam się zrobić pętlę, idąc najpierw szlakiem niebieskim, a potem, po dojściu nim do drogi nr 74, czerwonym rowerowym. Niebieski prowadzi przez las i głębokie wąwozy, czerwony otwartym polem. No więc najpierw do wąwozów:





Droga wchodzi w las i zaczynają się wąwozy. Najpierw niepozorne, najlepsze jest dopiero potem.






Śródleśna łąka na szlaku to znak, że zaraz zaczną się głębsze wąwozy.










No i zaczynają się wąwozowe góry całe porośnięte skrzypem. Nigdy nigdzie nie widziałam tyle skrzypu:>






Robi się dziko i tajemniczo;> Skrzypu cały czas nie brakuje.


Dochodzi się do wiaty turystycznej:





Korzeń uformowany w coś, co skojarzyło mi się z Mistrzem Yodą;>








W końcu ścieżka robi się bardzo wąska:





No i wychodzi się na pole. Małe, niepozorne wejście w las zupełnie nie wygląda jak brama do tego świata ze skrzypowymi górami;>


Kawałek idzie się dróżką wzdłuż ruchliwej drogi nr. 74. Potem szlak czerwony rowerowy, bo teraz szłam właśnie nim, zakręca i zaczyna się powrót do Szczebrzeszyna, ale droga jest jeszcze daleka. Przewodnik "Roztocze" wydawnictwa Rewasz, który oczywiście polecam (jak wszystkie przewodniki tego wydawnictwa, jakie znam), proponuje też przejście bez znaków ścieżką odchodzącą od niebieskiego szlaku - to kolejna opcja to wypróbowania, jeśli jeszcze tam wrócę.






Z radością powitałam turystyczną wiatę, bo już mnie ta wąwozowa wędrówka zmęczyła. Po minipikniku ruszyłam dalej, aż doszłam z powrotem do rozwidlenia szlaków za Cmentarną, skąd wyruszyłam. Cała ta wycieczka zajęła mi jakieś 4 godziny.











c.d.n.