piątek, 13 lipca 2018

Beskid Wyspowy i okolice, część 24

Tym razem pokażę majową wycieczkę na górę Lubogoszcz od strony Mszany Dolnej. Czarnym szlakiem weszłam na Lubogoszcz Zachodni przy pięknych mglistych widokach, potem przez tak zwaną Kozią Brodę dotarłam na właściwy Lubogoszcz. Zeszłam czerwonym do Kasiny. Na koniec trochę zdjęć wieczornych widoków z okolicy Młyńczysk.







Wycieczka na Lubogoszcz (968) z założenia miała być trochę krótsza niż inne, bo byłam już nieco zmęczona codziennym wielogodzinnym chodzeniem, a zbliżała się końcówka tej trasy. Wspinaczka zwłaszcza na początku okazała się bardzo interesująca dzięki mglistej pogodzie. Ruszyłam z pensjonatu w Mszanie Dolnej w stronę czarnego szlaku. Ceną za zostawienie autka w bezpiecznym miejscu pod pensjonatem było poranne przejście asfaltem ładnych paru kilometrów, zanim czarny nie skręcił w prawo, ale mgliste widoki na Szczebel i nie tylko mi to wynagrodziły.








Pojawiły się drogowskazy przy zakręcie czarnego szlaku w prawo:


Jak to zwykle bywa, początkowo szło się pod górkę asfaltówką przy domach.




Prawda, że ten domek jest po prostu piękny?




Po drodze spotkałam wiekowe i pracowite Subaru Stefan <3 Właściciel pozwolił na obfotografowanie. Po prostu to on nazywa się Stefan i dlatego zrobił taką rejestrację. Subaru jeździ zdaje się do różnych hydrantów, właściciel przy nich pracuje.


Po tym porannym spotkaniu motoryzacyjnym ruszyłam w dalszą drogę czarnym szlakiem na Lubogoszcz:>





Nietypowy karmnik dla ptaków na szlaku:



Weszłam w mgłę:



















Doszłam do tak zwanej Bazy Lubogoszcz. Okazała się ona nie schroniskiem, ale czymś w rodzaju ośrodka wypoczynkowego. Czas się tam zatrzymał kompletnie:>



Jest klimat;> Przypomniały mi się lata 90., gdy czasem jeździłam PKS-ami i pociągami po Polsce. Muszę kiedyś wyciągnąć papierowe zdjęcia i zrobić odcinek o praminiwycieczkach.


Panie z kuchni poczęstowały mnie herbatą:>


Nie mogło w tych okolicznościach zabraknąć pracującego klasyka - dzielny Uaz:



Potem ruszyłam dalej czarnym szlakiem w mglisty las:







Wyszło nawet na chwilę słońce:





















Przy dojściu czerwonego szlaku do czarnego szlaku był Lubogoszcz Zachodni (962):


Ktoś chyba kiedyś wyrył serce na tym buku:


Szukałam wierzchołka i kawałek zeszłam ze szlaku na chybił trafił, no i to chyba właśnie jest zakamuflowany szczyt Lubogoszczy Zachodniej, sądząc po słupku i kamieniach. Ktoś nawet robił tam ognisko.


Ten odcinek czerwonego szlaku, prowadzący grzbietem, jest podpisany na mapie jako Kozia Broda. Tymczasem między drzewami zauważyłam, że zaczyna się niefajnie chmurzyć. Postanowiłam przyspieszyć kroku w razie jakiegoś zagrożenia burzowego.






Jest szczyt Lubogoszczy (968):





Słyszałam, że z Lubogoszczy nie ma żadnych widoków, ale jednak coś było:>





Postój nie był długi, bo trochę mnie niepokoiły te chmury. Ruszyłam czerwonym w stronę Kasiny Wielkiej:














Dochodzi się do szerokiej drogi szutrowej, gdzie leżało wtedy sporo ściętych drzew. Na nich zrobiłam sobie mały piknik. Potem ruszyłam w prawo do Kasiny.












Doszłam do asfaltówki w Kasinie, a nią do drogi nr. 28 i poczekałam na busa do Mszany.


Paralotniarz na tle Szczebla:


Na koniec jeszcze parę wieczornych zdjęć z innej części Beskidu Wyspowego, czyli z Młyńczysk, gdzie na początku tej trasy nocowałam, a wieczorem wyszłam jeszcze na zdjęcia:


























c.d.n.