niedziela, 14 lutego 2016

Opuszczone miejsca północnego Mazowsza, część 12

Dom z opuszczoną suknią ślubną, chata z kapliczką zawieszoną w jednym z pomieszczeń, bacówką i zegarem, a poza tym dolina Wkry i różne mazowieckie bezdroża.




 


Dom z suknią ślubną to jedno z moich lepszych trafień w ogóle ze względu na wymienioną w nazwie pozostałość. Jeśli ktoś jakimś cudem znajdzie ten budynek, absolutnie nie polecam wchodzenia do środka ze względu na niebezpieczeństwo. Obiekt jest skrajnie spróchniały i sypie się, dotyczy to i sufitu, i podłóg. Nie próbujcie więc tego w domu - tym domu:>


Pierwsze pomieszczenie było zielone i klasyczne w wiesiexowy sposób - obrazy, gnijące łóżko, na którym ktoś kiedyś spał i czuł się jak u siebie, duża, błyszcząca szafa z ubraniami, którą pokażę w dalszej części odcinka.




Co było na tym wiszącym tuż przy wybitym oknie, więc zmaltretowanym pogodą obrazie? Prawdopodobnie to typowy prostokątny święty malunek, przedstawiający Jezusa na łodzi lub Świętą Rodzinę.





Robiąc wstępny rekonesans, przeszłam do kolejnego pomieszczenia. To ono jest najbardziej niebezpieczne ze względu na podłogę.







Doszłam do ganku, a potem do małego pokoiku z tyłu i przedsionka z klasycznym kredensem. Ta część jest znacznie lepiej zachowana, jeśli chodzi o konstrukcję samego budynku, choć nieco mniej ciekawa w wiesiexowym sensie. Ale to ze względu na te wyjątkowe fanty w zrujnowanej części.








Po przejrzeniu tylnych pomieszczeń wróciłam do spróchniałego pomarańczowego pokoju. Wtedy zerknęłam na uchyloną szafę i zobaczyłam to:


Suknia ślubna:


Zawsze staram się fotografować przedmioty z opuszczonych domów w ich naturalnym położeniu. Tym razem na ciuchy w szafie padało ostre światło i nie dało się zrobić satysfakcjonującego zdjęcia. Na chwilę wyniosłam więc ostrożnie suknię na ganek i zawiesiłam ją na stojaku doniczkowym:



Potem próbowałam wieszać ją na tej wspomnianej wcześniej błyszczącej szafie w pierwszym pokoju, szukając jakiegoś światła - ani za małego, ani za ostrego.



Przyszedł czas na dokładniejsze rozglądanie się po obiekcie. Na podłodze znalazłam list od jakiejś kobiety rozpaczającej po śmierci męża. Może kilkadziesiąt lat wcześniej brała ślub właśnie w tej sukni.






Kolejne znalezisko w gruzie i pyle - przedwojenna książeczka "Żywy Różaniec" z 1930 roku:











Na koniec odwiesiłam suknię na jej miejsce w szafie. Nigdy nie można niczego zabierać z opuszczonych chat, nawet tych najbardziej spróchniałych, czy nie mających już żadnego żywego właściciela. Ani nawet przestawiać rzeczy i nie odkładać ich na miejsce. Trzeba wszystko zostawiać w dokładnie takim samym stanie, w jakim się to zastało, nie wolno też stosować żadnych siłowych rozwiązań przy zwiedzaniu obiektu. Jeśli coś jest zamknięte i niedostępne, to takie ma pozostać - takie są zasady wiesiexu :>

Dom z bacówką i zegarem na stole stał osamotniony przy bocznej, gruntowej drodze. Okazało się, że to kolejny obiekt znaleziony podczas tej styczniowej wyprawy, który ukrywał jeden wyjątkowo oryginalny fant. I wiele innych;>


Pierwsze pomieszczenie - klasyczne. Pusto, ale ściana zagospodarowana jakby nigdy nic:


Na stole - jak gdyby ktoś specjalnie to układał. Zatrzymany zegar, lusterko i krzyż.


Na kredensie leżało kilka starych książek. Okładka jednej z nich szczególnie mi się spodobała:>



Zaczęłam przyglądać się obrazom w rogu pokoju. Zauważyłam, że jest wśród nich... kapliczka.


Spotykałam już w opuszczonych domach święte figury, czasem półmetrowe Matki Boskie. O obrazach nie wspominam, bo to żelazna klasyka wiesiexu. Ale przedmiot najwyraźniej przypominający kapliczkę, zwłaszcza taką nadrzewną lub przypinaną do krzyża na rozstaju dróg, a jednak powieszony na ścianie w środku domu, widziałam pierwszy raz właśnie w tym obiekcie:







To w sumie kolejny przełamujący wiesiexową klasykę fant;> Rzadko się zdarza kredensik w niejednolitym kolorze. Raz widziałam na Podlasiu cały różowy, ale częściowo różowy? To był pierwszy raz:>






Środek różowej książki z centaurem:


Drugie pomieszczenie przedstawiało się równie dobrze. Na stole były bacówka-barometr, dwa świeczniki i klucz. Znowu tak, jakby ktoś układał taką refleksyjną kombinację;> A może tak było? Choć chyba mała szansa, sądząc po położeniu domku.
















Na rezerwat "Dolina Wkry" natknęłam się podczas popołudniowego, styczniowego powrotu z wiesiexowego objazdu. Przyrodnicze znaleziska są dla mnie równie ważne, jak wiesiexowe, więc oczywiście skręciłam gdzie trzeba, żeby niczego nie przegapić. Dobre miejsca na postój w tym miejscu są między innymi w rejonie Kosewka.


Trzeba będzie bliżej się zainteresować tą Wkrą. Skojarzyła mi się trochę z taką większą Rawką. Ale już mam tyle miejsc, którymi muszę się bliżej zainteresować, że nie wiem, czy zdążę to wszystko zrobić.











Na koniec tak zwane różne bezdroża:




Realia wiesiexu;> Jedzie się często gruntowymi drogami, a ta poniżej jest naprawdę w porządku w porównaniu z niektórymi. Trzeba się rozglądać w poszukiwaniu chatek, a jednocześnie bezpiecznie prowadzić autko. Czasami kilka godzin mija bez znalezienia niczego, lub ze znalezieniem obiektu nie dostępnego do zwiedzenia, a takie trzeba z żalem omijać. Zauważyłam, że dziwnym trafem często na samym początku trasy trzeba przetrzymać całą serię takich domków. Czasem dopiero po paru godzinach coś się pojawia. Ale robię te wycieczki nie tylko dla konkretnych obiektów. Chodzi o jazdę samochodem, znajdowanie nowych miejsc, skrzyżowań z kapliczkami, lasów. Kilka godzin takiej podróży mija mi nie wiadomo kiedy.












c.d.n.

4 komentarze:

  1. serdecznie cie pozdrawiam i uważaj na siebie powodzenia życzę

    OdpowiedzUsuń
  2. niesamowity dom i jego okolice
    ciekawe jaka historia stoi za tymi gasnącymi ścianami

    OdpowiedzUsuń
  3. Na tyle ciekawe że nie moglem oderwać wzroku. Serdeczne dzięki!

    OdpowiedzUsuń
  4. Zachwycające i bardzo nostalgiczne wycieczki.

    OdpowiedzUsuń