piątek, 8 sierpnia 2014

Opuszczone miejsca w Puszczy Kampinoskiej i nie tylko, część 14

Opuszczone domki w Puszczy Kampinoskiej chyba na szczęście nigdy się nie skończą. Trochę starań i wciąż można znaleźć coś niesamowitego. W ostatnim odcinku pokazałam jeden z dwóch wyjątkowych domów, na jakie natknęłam się podczas ostatniej wycieczki. Dziś pokażę drugi. Poza tym będzie kilka innych opuszczonych miejsc w Puszczy Kampinoskiej i sporo przyrody, bo w KPN głównie chodzę po szlakach.
                                                                                




Pierwszy dom, jaki chcę dziś pokazać, odkryłam w zeszły weekend. To jedna z moich większych urbexowych, czy raczej wiesiexowych niespodzianek i kolejny dowód na to, że warto sprawdzać nawet najbardziej niepozorne obiekty. Jechałam drogą przez obrzeża Puszczy, gdy zobaczyłam podejrzany, zarośnięty budynek.

Nie był to środek lasu, wybite okna zabezpieczono kiedyś jakimiś powiewającymi dziś już na wietrze foliami. Byłam pewna, że to będzie rutynowa sprawa - zerknę przez okno dla spokoju sumienia i pojadę dalej. Najpierw skierowałam się na tyły budynku. Postanowiłam zacząć od małej altanki tuż obok głównego domu. Od razu zauważyłam, że dawni mieszkańcy lubili kolorowe rzeczy i dziwne klimaty:








Potem podeszłam do głównego budynku. Odsłoniłam folię częściowo zakrywającą okno, myśląc, że pewnie zobaczę puste ściany i puszki po piwie. Ale zobaczyłam to:


Halucynacje od upału? Nie wiedziałam, co mam fotografować. Za foliami był zakonserwowany dom pełen kolorowych dewocjonaliów, monideł, ołtarzyków, świętych obrazów, kwiecistych fototapet, kalendarzyków i błyszczących pamiątek z sanktuariów. Widziałam przejście do drugiego pomieszczenia, zakryte koralikami - jeszcze na coś takiego nie natknęłam się w opuszczonym domu. Wielka meblościanka była tak wypełniona wszelakim dobrem, że nie dałam rady sfotografować wszystkiego. Zwłaszcza, że fatalnie zaparkowałam z braku laku i cały czas się tego obawiałam, a lokalizacja jest wbrew pozorom trochę przypałowa. Jednym słowem muszę tam wrócić i pokombinować na spokojnie. Ale trudno o spokój, gdy odkrywa się takie rzeczy. Oto pierwsze pomieszczenie:






                    
                                         











Potem przeszłam do pomieszczenia po lewej, niegdysiejszej sypialni z lusterkiem i liściastymi wzorkami.





Ale najlepsze było pomieszczenie, które ukrywało się za zasłoną z koralików. Może to był nawet najlepszy widok ze wszystkich, jakie zastałam w opuszczonych domach w Puszczy. Niestety pomieszczenie było dość ciemne, co utrudniało fotografowanie.


                                                          










Opuszczone miejsca w Puszczy Kampinoskiej to nie tylko niesamowite domki. Na szlakach można natrafić na inne tajemnicze obiekty. Jednym z nich jest tak zwana Łosiówka. Dziś to już tylko klasyczna kampinoska piwniczka z pagórkiem i tablicą informacyjną. Kiedyś było to bardzo ważne miejsce w Puszczy. To tutaj znajdowała się zagroda dla łosi sprowadzonych do Kampinosu na początku lat 50-tych, gdy jeszcze nikomu nie śniły się żadne odstrzały, bo gatunek był wtedy w Puszczy wymarły. Łosie mieszkały w zagrodzie adaptacyjnej, pilnowane przez dzielnych leśników. Ostatnie osobniki zostały wypuszczone na wolność w 1958 roku i rozpierzchły się po całej Puszczy. Ja miałam szczęście widzieć je trzykrotnie, a z bliska dwukrotnie.




Łosiówka jest na zielonym szlaku z Sierakowa do Polany Pociecha. Gdy idzie się od Sierakowa, będzie po prawej stronie. Charakterystyczny pagórek nie daje się nie zauważyć nawet latem, zwłaszcza, że obok stoi tablica.





Do Łosiówki doszłam pod koniec trasy. Zrobiłam wtedy taką pętlę: Muzeum w Palmirach-szlakiem czerwonym do Mogilnego Mostku-Szczukówek-Na Miny-Posada Sieraków-Łosiówka-Pociecha-Muzeum w Palmirach.








Długie Bagno przy muzeum w Palmirach wzdłuż czerwonego szlaku najlepiej podziwiać wiosną, gdy kwitnie wełnianka. Wtedy można zobaczyć na własne oczy, dlaczego bagienne tereny to "po kampinosku" Biela. Taki widok zastałam tam w maju:








                                         


Na odcinku do Mogilnego Mostku natrafia się na tajemnicze kolumny, pozostałość po bramie dawnej składnicy amunicji z czasów wojny.


Podczas poprzedniej wyprawy tym szlakiem na jednej z kolumn coś wisiało. Najwyraźniej ktoś dodawał sobie ducha w palmirskich okolicach;>



Na trasie jest też pewne już chyba dosyć zapomniane przez większość ludzi miejsce. Na starszej mapie było zaznaczone jako "Przy Samochodzie".  Na nowej już tego nie ma. Nie udało mi się nijak ustalić, co to był za samochód, ale jako fan pojazdów szukałam, aż znalazłam - przynajmniej to miejsce. Okazało się, że to zaskakująco zadbana mogiła żołnierza na bocznej dróżce odchodzącej od czerwonego szlaku, mniej więcej w rejonie Białej Góry, w połowie drogi między Mogilnym a muzeum. Samochodów brak. Może kiedyś stał tam jakiś wojenny wrak? Jeśli ktoś coś wie, niech da znać! Gdy idzie się od parkingu w Palmirach, trzeba skręcić w prawo w tym miejscu:


 Po jakichś może stu czy dwustu metrach, już nie pamiętam, pokaże się mogiła. W każdym razie nie jest daleko od szlaku.






Trasa do Mogilnego Mostku była w lipcu dosyć piaszczysta. Nasypem dawnej kolejki dochodzi się do miejsca, z którym związana jest znana legenda. Miała tu zostać zamordowana i pochowana pod mostkiem pewna dziewczyna. Na pamiątkę do dziś ludzie zostawiają tutaj gałązki - faktycznie widać sterty, dorzuciłam też swoje patyki - a na wiosnę muszą one zostać spalone, by dusza ofiary morderstwa się w taki sposób oczyściła. Nie wiem, czy coś w tym jest, ale latem faktycznie brakowało sterty, jaką widziałam jesienią.












Tak wyglądało to miejsce w marcu - nie mogę się już doczekać jesieni, a potem wczesnej wiosny, to zdecydowanie najlepszy czas na odkrywanie puszczy:





No ale póki co wróćmy do lata. Od Mogilnego Mostku poszłam dalej czerwonym szlakiem na Szczukówek. Dotychczas nie zwiedzałam tego odcinka, do uroczyska Na Miny i bagna Cichowąż zawsze dochodziłam od strony Dziekanowa. Oczywiście okazało się, że jest tam sporo do zobaczenia, a gdy znikną chaszcze, trzeba wrócić, zwłaszcza na odcinek, gdzie idzie się wąziutką groblą.
















Potem poszłam znaną mi już trasą ścieżki przyrodniczej "Do Starego Dębu" przez Bagno Cichowąż do Uroczyska Na Miny i potem Posady Sieraków.




Wiosną bagno na zielonym szlaku do Na Miny było pełne żółtych kosaćców:







od Uroczyska Na Miny dochodzi się do Posady Sieraków

                                         





                                         

Można dalej iść albo zielonym szlakiem, albo wejść do wsi Sieraków. Tym razem poszłam zielonym prosto na Łosiówkę, podczas wcześniejszej wyprawy odwiedziłam wieś.                                         

                                





Niestety zamknięty domek w okolicy, ze zniczem stojącym na podwórku:



 Potem przez Pociechę wróciłam do muzeum w Palmirach.



Na tym odcinku jeszcze niedawno było pełno jagód, podobnie zresztą jak w wielu innych częściach Puszczy. Mimo, że na pewno sporo osób mimo zakazu zbiera jagody i grzyby w Kampinosie, nawet w zeszłym tygodniu można było natknąć się na spore jagodowiska.


Na odcinku Pociecha-Truskaw jest, czy raczej niestety do niedawno była pewna bardzo ładna nadrzewna kapliczka. Komuś najwyraźniej przeszkadzała. Dziwne, że takim ludziom chce się chodzić po Puszczy:<



Jeszcze zimą kapliczka wyglądała tak:
                                         



                              

                 
ciąg dalszy nastąpi:>

6 komentarzy:

  1. Godne uwagi, świetne, ciekawe zdjęcia oraz zawarte opisy. Bardzo lubię tego typu klimaty. Wciągające, bo zagadkowe. Oby tak dalej, więcej!!
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. super..uwielbiam twoje miniwycieczki

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem zachwycona !
    Wszystkim !

    OdpowiedzUsuń
  4. Wszechobecny nadmiar kiczu i niegdyś tak popularne ślubne zdjęcia - to wszystko sprawiło, że osłupiałam na widok tego domu... Pełen zachwyt!

    OdpowiedzUsuń
  5. Tyle nowych miejsc do zobaczenia w Kampinosie. Będę wracać po więcej :) Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  6. Tak czytam Pani posty i jestem zachwycona Puszczą. Nie raz przejeżdżam z mężem drogami dostępnymi dla samochodów w Puszczy i podziwiam połacie polan gdzie najchętniej postawiłabym domek i się tam przeniosła z miasta, strasznie tęsknię za ciszą, spokojem i tym spowolnionym tempem życia, wolniej płynącym czasem, leżakiem na którym mogłabym czytać swoje kochane książki. Każdy dom niesie swoją historię i faktycznie fajnie było by gdyby odszukać i przedstawić losy ich mieszkańców, przyczyny opuszczenia domostw. Reportaż czy jest im lepiej w nowych miejscach, czy było lepiej w starych - oczywiście jeżeli żyją. Sama wychowana na wsi i mająca na niej rodzinę patrzę w ilu domach wisiały te same obrazy Matki Boskiej, Pana Jezusa, z wieczerzy. Historia którą każdy z nas Polaków powinien szanować i dbać o nią, bo nigdy w życiu nie będzie nam już dane obejrzeć prawdziwej wsi puszczańskiej. Ta makatka z jeleniami jest cudna. Pozdrawiam Agnieszka z Sochaczewa

    OdpowiedzUsuń