środa, 1 stycznia 2014

Opuszczony dworzec i inne miejsca

Nazbierało się trochę opuszczonych miejsc, które zwiedziłam w 2013 roku, a o których jeszcze nie napisałam. Oto niektóre z nich. 

Opuszczony dworzec kolejowy w Budwitach na Mazurach zwiedziłam we wrześniu po drodze nad morze, szukając ciekawych przystanków na odpoczynek.


Widok jest nie z tej Ziemi. W polu, pośrodku niczego, gdzieś na obrzeżach wsi, stoi drewniana budowla przypominająca opuszczoną cerkiew. Tymczasem jest to zwyczajny dworzec kolejowy, który jeszcze kilkanaście lat temu działał. Dziś nie ma tutaj ani pociągów, ani nawet torów.




Skąd się to wzięło? Budynek powstał pod koniec XIX wieku - nie w Budwitach, a w pobliskich Prakwicach. Zbudowano go, bo ówczesny cesarz Wilhelm II polował w tych okolicach. Po I wojnie dworzec przeniesiono do Budwit. Był na trasie Małdyty-Malbork. Podobno jeszcze w latach 90-tych w budynku była poczekalnia z rzeźbioną ławką pamiętającą czasy cesarza, potem wszystko rozkradziono.


Budynek przetrwał wojnę, a w czasach PRL oczywiście zrobiono w nim mieszkania. Dworzec stopniowo niszczał. Dopiero w 1999 roku zlikwidowano tu linię kolejową, tory rozebrano parę lat później. Do dziś na tylnej ścianie wisi mały rozkład jazdy z godzinami odjazdów nieistniejących pociągów. Są też namalowane napisy "własność prywatna". Dworzec jest opuszczony i zamknięty na cztery spusty.

Wieś Budwity jest położona 37 kilometrów od Ostródy. Żeby tam trafić, trzeba zjechać z S7 na węźle w Małdytach i kierować się na Gumniska Wielkie, potem na Gizajny. Tam kierując się wskazówkami miejscowego pana pojechałam w lewo na Budwity. Budynek będzie widoczny po prawej stronie. Trzeba przejechać pod małym mostkiem, czy też wiaduktem. Budynek otaczają wielkie zarośla, tuż obok jest jakaś posesja, ale nie było na niej znaków życia.





Willę Granzowa w Warszawie zauważyłam przypadkiem, nudząc się w korku przed przejazdem kolejowym na dobrze mi znanej trasie warsztat samochodowy-praca. Myślałam, że coś mi się przywidziało. Kolorowa, dziwna ruina tak blisko, o której nic nie wiem?




Pierwsze skojarzenie podobne jak w przypadku Budwitów - opuszczona świątynia. Jakiś kościół, meczet? Okazało się, że to XIX-wieczna willa zmarłego przed stu laty Kazimierza Granzowa, właściciela sławnej przedwojennej cegielni Kawęczyńskie Zakłady Ceramiczne:


Budynek został zbudowany właśnie z wytworów tej cegielni. Specjalnie pstrokaty, reklamował szeroką ofertę firmy. Miała ona niemałą renomę, z jej cegieł zbudowana była m.in. słynna warszawska Wielka Synagoga. Willa przetrwała wojnę. Były w niej szkoła, przedszkole, ośrodek socjoterapii. Miał być oddział Monaru, ale okoliczni mieszkańcy to oprotestowali. Budynek zaczął niszczeć, a pobliska trasa kolejowa i wstrząsy, jakim poddawane były ściany, tylko pogłębiły ten stan. 14 lat temu runął dach, 10 lat temu wieżyczka. Dziś to kompletna ruina. Zwiedziłam ją dopiero kilka dni temu.








Willa Granzowa stoi na skrzyżowaniu ulic Chełmżyńskiej i Strażackiej. Zaparkować można wzdłuż Strażackiej. Obiekt ogrodzony, ale w płocie jest otwarta furtka. Można zwiedzać bez żadnych kłopotów.




Grób Granzowa na warszawskim cmentarzu Ewangelicko-Augsburskim (zdjęcie ze strony parafii Ewangelicko-Augsburskiej Św. Trójcy):


Dworek w Machnatce na Mazowszu odwiedziłam jeszcze w maju. Nie jest łatwo go znaleźć, przynajmniej z moją nawigacją. Nie stoi on bowiem w samej wsi Machnatka, ale w Machnatce Parceli. Dojechałam tam kierując się wskazówkami miejscowych i metodą prób i błędów, ale gdy już jest się w Parceli, wszystko staje się proste. Jak zwykle przy takich okazjach dwór można znaleźć, jadąc do dużej grupy drzew, czyli do dawnego parku dworskiego. Zaparkować da się na poboczu. Wjazd pod obiekt jest otwarty. Na balkonie wszystko kwitło i rozrastało się:




Dworek w Machnatce powstał na przełomie XVIII i XIX wieku dla rodziny Żółtowskich, po I wojnie przeszedł gruntowną przebudowę. Za PRL były tu mieszkania pracowników Rolniczej Spółdzielni Produkcyjnej im. Władysława Broniewskiego. Dziś podobno mieszkają tu jej byli pracownicy. Rzeczywiście, tylne części dworku wyglądały na zamieszkane.




Opuszczony pałac w Moszczenicy pod Piotrkowem Trybunalskim zwiedziłam jadąc przez województwo łódzkie na Śląsk. Stoi za supermarketem w parku dostępnym dla każdego.


Pałac powstał w XIX wieku dla pabianickiego fabrykanta Karola Endera. Po wojnie płot wokół prywatnego kiedyś parku rozebrano i każdy mógł podejść do budynku. W czasach PRL była tam szkoła. Dziś to kompletna ruina. Kilka lat temu dodatkowo podniszczył ją pożar. W środku spotkałam miejscowych wagarowiczów.












Tak pałac wyglądał kiedyś:


Można zwiedzać bez kłopotu. Żeby tam trafić, trzeba jechać pod "Kami Centrum" na ul. Południowej. Tam można wygodnie zaparkować i ruszyć na tyły pawilonu, gdzie od razu zacznie się park. Już od wejścia widać, że mocno starodawny ;>





Opuszczony pałac w Okuniewie pod Warszawą (a dokładnie pod Sulejówkiem) to jeszcze bardziej zdewastowane ruiny, niż Moszczenica. Byłam tam w czerwcu i od razu ostrzegam przed taką porą zwiedzania, bo komary mało mnie nie zjadły w chaszczach, przez które trzeba się tam wtedy przedzierać. Ale warto było się poświęcić.




Pałac w Okuniewie powstał w XIX wieku dla rodziny Łubieńskich herbu Pomian. Na ścianach głównego salonu były freski, w środku stały dwa piece pokryte zielonymi, dekoracyjnymi kaflami. Dzisiejsze chaszcze, pokrzywy i śmietnisko były parkiem krajobrazowym. Po powstaniu styczniowym carskie władze skonfiskowały pałac. Oddano go generałowi, który tłumił powstanie. Podczas wojny budynek został zbombardowany. Po przejściu na własność państwa w PRL zaczęła się kompletna ruina.






Żeby tam trafić, trzeba jechać do Okuniewa i kierować się po prostu na Rynek. Rynkiem nazywa się właśnie zarośnięty, zielony teren z ruiną pośrodku.





7 komentarzy:

  1. Ten dworzec kolejowy jest niesamowity, mi też przypomina cerkiew. Szkoda, że ta ławka nie ocalała a budynek niszczeje.
    O willi Granzowa chyba niedawno gdzieś czytałam. Przykry widok.
    Do tej kapliczki przy Chełmżyńskiej się wybieram, czekam tylko na ładne tło (liście). Paskudny banner tam wstawili, nie mieli gdzie?
    Dwór w Machnatce (choć nie słyszałam nawet o tej miejscowości i mieszkam na drugim krańcu Mazowsza - no może nie na krańcu ale daleko...) wydaje się być mi bliski. W mojej bardzo bliskiej okolicy stał dwór trochę podobny, w podobnej stylistyce. Piękny, patrząc na przedwojenne zdjęcia. Spłonął na początki lat 90, zostały tylko ruiny, które wpisano do rejestru zabytków. Ten w Machnatce dałoby się jeszcze uratować, gdyby znalazł się właściciel. Jest przepiękny! Mój ulubiony typ dworków. Zachował się jeszcze park podworski oraz brama - uwielbiam takie miejsca! Mogłabym gapić się bez końca.
    Pałac - smutny widok. Koło ruin pałacu rośnie piękny dąb. Świetnie robisz, pokazując zdjęcia czy rysunki budynków z okresu ich świetności.
    Kolejny pałac i jeszcze bardziej przykry widok. Pozostaje pocieszyć się, że takie ruiny też są romantyczne ;)
    Ach, ten piękny dworek - wspaniały. Niech ktoś się nim zaopiekuje...
    Pozdrawiam noworocznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też pozdrawiam, nawiasem mówiąc szykuję spory odcinek z kampinoskimi kapliczkami bo mam już pełno materiału, a i na mojej Białołęce znalazłam jedną niezłą - z podrośniętym (!) dzieciątkiem Jezus w gablotce, pod Aleksandrowem

      Usuń
    2. Już nie mogę się doczekać :)
      Białołęka to też kopalnia kapliczek (i jeszcze więcej krzyży), ruszę tam jak tylko pojawią się liście na drzewach, bo nie lubię gołych gałęzi i szarego nieba. Wiosno, przychodź jak najprędzej!

      Usuń
    3. Liście na drzewach? Przedwczoraj w lesie Młocińskim nad Wisłą. Pokryte szronem. Kwiaty? Stokrotki dziś przed kościołem w Kazuniu Bielanach. Błękitne niebo? Dziś do południa:> W tym roku nie ma takich tłumaczeń, że jest zima ;>

      Usuń
    4. No tak, ale zdecydowanie wolę bujną zieleń na drzewach ;) Dziś rzeczywiście był piękny dzień ale jak się mieszka kilkadziesiąt km od Warszawy, w dodatku ma się pracę i obowiązki to nie można sobie pozwolić na taki spontaniczny wypad :( Zdjęcia robię przy okazji różnych wyjazdów.

      Usuń
    5. ja często pracuję w niedzielę i święta i potem odbieram sobie wolne dni w tygodniu, to w miarę możliwości pozwala na łapanie pogody

      Usuń
  2. Zapraszam serdecznie do swej grupy, do jej współtworzenia.
    https://www.facebook.com/groups/776013722521366/

    OdpowiedzUsuń