wtorek, 8 listopada 2016

Opuszczone miejsca i przyroda Lubelszczyzny, część 11

Opuszczone mauzoleum obok ruin pałacu w zarośniętym parku, stary cmentarz prawosławny w Poleskim Parku Narodowym, a do tego dawny folwark Zamojskich na Roztoczu zamieniony w wieś, gdzie nie da się dojechać samochodem, za to na polach stoją tam dziwne rzeźby. Na koniec roztoczański szlak prowadzący przez Rezerwat Szum i Górecko Kościelne.





Opuszczone mauzoleum stoi na końcu pewnej małej wsi za zdziczałym parkiem pałacowym. Właściwie są tam trzy obiekty - najpierw tak zwana kordegarda z 1897 roku, potem budynek główny, czyli zrujnowany pałac z 1818 roku (w późniejszych latach przerabiany) no i najciekawsze z nich wszystkich, choć najmłodsze mauzoleum rodowe z 1943 roku. Park, dziś zarośnięty, miał kiedyś w styl francuski, a potem romantyczny. Zachowało się trochę starych, wysokich drzew. Jeszcze w latach 60-tych na pałacowym terenie były stawy rybne i to wcale nie opuszczone, ale dziś nic już po nich nie zostało, zarosły trzciną. Gdy podjedzie się samochodem od strony wsi, najpierw widać prowadzącą do parku bramę z kordegardą, czyli budynkiem dla wartowników. Podobno za PRL był tutaj... sklep GS, czyli gminna spółdzielnia.







Pałac był na początku września kompletnie zarośnięty. Nie widać było całej jego bryły, tylko poszczególne części ruin wystające z krzaczorów. Aż trudno uwierzyć, że nie tak dawno była w tym budynku szkoła podstawowa! Mieściła się tutaj od 1945 do prawdopodobnie 1988 roku. Wtedy pałac miał zacząć remontować prywatny inwestor znaleziony przez gminę. Jak widać, nic z tego nie wyszło. Po jakimś czasie zmienił się tylko właściciel. W internecie można znaleźć pogłoski o tym, jak to niektórzy palili w piecach skradzionymi drewnianymi elementami z pałacu. W końcu płomienie pojawiły się też w samym budynku. Pożar przypieczętował losy pałacu. Budowla nie ma już chyba szans na ratunek.
 









Nie ma podłóg, stropów, nie zachował się żaden element wystroju. Ciekawe są już tylko elementy architektoniczne. Na łące przed ruiną pasą się czasem krowy. Ja akurat na nie nie trafiłam.










No ale te dwa obiekty to miał być dopiero początek, bo gdy znalazłam zdjęcia tego miejsca w necie, spodobało mi się głownie mauzoleum. Tylko że jest ono gdzieś schowane w parku.


Zaczęłam szukać po kolejnych alejkach, czasami wracając w to samo miejsce przy pałacu. Na szczęście w końcu weszłam na właściwą dróżkę.


Trzeba było właściwie wyjść z parku. Po drodze mija się resztki drzewa, pewnie spalonego przez piorun. Mauzoleum jest tuż obok.


No i oto ono, rzeczywiście robi wrażenie. Nie wiem jak to możliwe, ale nie zostało zniszczone przez wandali. Co prawda musieli oczywiście porobić jakieś napisy, a w środku nie ma już żadnych trumien ani innych tego typu pozostałości, ale budowla jest w o wiele lepszym stanie niż pałac.Tak naprawdę to mauzoleum nigdy nie było używane, zostało zbudowane z myślą o pochówku przedwojennych właścicieli w 1943 roku, ale po wojnie majątek oczywiście przejęło państwo.





Na dawnym ołtarzu są już tylko kamienne podstawki, pewnie kiedyś stały tutaj figury.


Sufit:


Widok na mauzoleum od tyłu:









Cmentarz prawosławny W. to jeszcze Poleski Park Narodowy, a raczej jego bliskie okolice. Chowano tutaj parafian cerkwi stojącej we wsi. Ostatni pochówek miał miejsce w 1947 roku. Cerkiew się nie zachowała. Wśród mogił stoi mała kaplica pogrzebowa, co rzadko się zdarza na opuszczonym cmentarzu. Kaplica pochodzi z początku XX-go wieku.


Kaplica była zamknięta. Tutaj jej okienko:














Na cmentarzu leżało sporo powalonych, bardzo starych drewnianych krzyży. Niektóre wyglądają już jak zwykłe, omszałe deski, bez ramion, czasem mimo wszystko wciąż z resztkami napisów cyrylicą.





















Florianka to nietypowa wieś pośrodku roztoczańskich lasów. Nietypowy jest brak możliwości dojazdu samochodem. Nie chodzi o drogę, bo ta wcale nie jest zła, ale o zakaz i ustawione szlabany. Nie wiedziałam o tym. Tylko rower albo pieszo. No więc autko zostało obok tak zwanego miejsca odpoczynku z wiatą turystyczną, a ja ruszyłam według mapy do wsi. Droga za szlabanem to szlak żółty.




Na rozstaju dróg stoi duża ikona św. Krzysztofa.



W pobliżu Florianki, bliżej czerwonego, niż żółtego szlaku, znajduje się tak zwany Płaczący Kamień.



Od kamienia poszłam już czerwonym, a nie żółtym szlakiem. Droga prowadzi skrajem lasu, z widokiem na pola, potem znów wchodzi w las.





Wreszcie doszłam do zabudowań. Dziś we Floriance są hodowle koników polskich i owiec uhruskich. To dawny folwark Zamojskich, założony w 1830 roku. Były tam szkółki ogrodnicze i leśne, zostały po nich rzadkie gatunki drzew, jak korkowiec amurski. Podczas powstań i wojen ukrywali się tu często partyzanci.





Zza płotu spoglądała na mnie gromada owiec:





We Floriance i na otaczających ją polach stoją różne dziwne rzeźby i "instalacje".


W Floriance urodziła się malarka Aleksandra Wachniewska, której imię nosi jeden ze szlaków na Roztoczu.





Trasą ścieżki przyrodniczej poszłam przez pola na pagórku, a potem z powrotem wyszłam na żółty szlak, by wrócić nim do autka.









W Górecku Kościelnym zatrzymałam się na obiad. Potem samochód został przy karczmie, a ja ruszyłam w dół skarpy nad rzekę Szum. Wąską ścieżką dochodzi się do kaplicy na wodzie.


Kaplica została zbudowana w XIX-tym wieku (według niektórych źródeł już XX-tym) na rzece Szum. Wcześniej była tutaj inna, powstała w XVII wieku, ale została zniszczona.




Górecko Kościelne jest znane z objawień, które podobno miały tu miejsce w 1648 roku i ocaliły wieś przed spaleniem przez Kozaków. Objawił się św. Stanisław Męczennik i ostrzegł przed zagrożeniem.


Tuż obok kaplicy na wodzie jest źródło z podobno uzdrawiającą wodą:




Kaplica była zamknięta, ale porobiłam zdjęcia przez okienko. Na obrazie oczywiście św. Stanisław.





Niedaleko kaplicy rośnie kilka wielkich, starych dębów.







Jeszcze przy karczmie przyczepił się do mnie mały kundelek. Doszedł za mną do kaplicy i dębów i najwyraźniej nie zamierzał sobie pójść. Chodził za mną krok w krok, przeszedł całą ścieżkę przyrodniczą, ładnych parę kilometrów lasem przez rezerwat Szum. Musiałam się tłumaczyć ludziom na szlaku, że to nie mój pies:> Po jakichś dwóch godzinach, na parkingu na końcu ścieżki przyrodniczej, psa zaciekawił jakiś rowerzysta i resztę drogi przeszłam już sama.




Pies szedł przede mną, wyglądało na to, że zna ten szlak, bo zakręcał we właściwych momentach. Co kawałek zatrzymywał się i patrzył, czy idę za nim. Najpierw szłam (czy raczej szliśmy) według czerwonych znaków, aż do przecięcia ścieżki z szosą.





Kawałek za szosą między Góreckiem Kościelnym a Starym jest zalew, w latach 50-tych miała tu powstać elektrownia wodna i dlatego zrobiono tamę na rzece Szum.








Dalej kierowałam się oznaczoną na niebiesko ścieżką przyrodniczą wzdłuż rzeki Szum.












Doszłam do kolejnego małego parkingu leśnego, znów przy szosie. Tam pies porzucił mnie dla  rowerzysty, a ja poszłam kawałek dalej szosą i weszłam na szlak czerwony. Nim zaczęłam wracać do Górecka Kościelnego od drugiej strony zalewu, inną drogą. Trzeba tam uważać na znaki, jest jedno mylące miejsce, w którym pobłądziłam, no ale ostatecznie trafiłam do celu.










Już w Górecku postanowiłam jeszcze na koniec poszukać bobrowej tamy, do której prowadzi nie oznakowana, wąska ścieżka wzdłuż Szumu.


Dróżka była mocno bagnista, czasem trzeba było przejść przez chyboczące się deseczki, bardzo ciekawie.



Niestety w pewnym momencie musiałam zawrócić z nietypowego powodu. Otóż dróżkę raz po raz przecinały bardzo gęste, usiane wszelakimi nasionami, pyłkami, pająkami i inną zwierzyną pajęczyny. Na dłuższą metę znieść się tego nie dało.




c.d.n.

1 komentarz: