poniedziałek, 3 listopada 2014

Opuszczone miejsca na Dolnym Śląsku, część 5

W przedostatnim odcinku o opuszczonych (i nie tylko) miejscach Dolnego Śląska słynny kościół w Żeliszowie, parę zapomnianych pałaców i Kościoły Pokoju.





Do opuszczonego kościoła ewangelickiego w Żeliszowie dostałam się dzięki aktualnego właścicielowi,  Fundacji Twoje Dziedzictwo. Jeszcze raz bardzo dziękuję! Obiekt, zwany Perłą Żeliszowa, jest dziś zamknięty, dobrze pilnowany i stopniowo ratowany. Docelowo mają odbywać się tu koncerty. Teraz trwa remont dachu. Gdyby nie to, w końcu cały zawaliłby się do środka i z budowli nie zostałoby nic. Wcześniej obiekt latami niszczał, wszelkie wyposażenie rozkradziono. Były kryształowe żyrandole, chrzcielnica, ławki.


Jak można przeczytać tu, wcześniejsze pomysły na to, co zrobić z budowlą, mogły przyprawić o gęsią skórkę. Kościół miał zostać salą gimnastyczną (!) lub wieżą dla sieci telefonów komórkowych. Cóż, wcześniej bywało, że robił za owczarnię lub ubojnię bydła. Potem budynkiem interesowała się kuria. Gdyby go dostała, raczej pocałowałabym klamkę, tak jak w Komarnie i Tomaszowie Bolesławieckim. Tam dowiedziałam się, że kuria z dnia na dzień zakazała wpuszczania kogokolwiek do środka "z powodu złego stanu technicznego budynków", ale żadnych śladów remontów nie zauważyłam. 

XVIII-wieczna budowla o kształcie jajowatej rotundy robi ogromne wrażenie. Z zewnątrz bardzo niepozorna, po przekroczeniu progu wydaje się nagle o wiele większa.


Przypomina trochę kościoły pokoju w Jaworze czy Świdnicy z powodu balkonów. Można teraz na nie wejść tylko z jednej strony, przy drzwiach, a i tak trzeba bardzo uważać. Przez pewien czas z powodu remontu wszędzie były folie, teraz można robić zdjęcia bez tego typu przeszkód. Oto Perła Żeliszowa:>




















Za kościołem jest opuszczony cmentarz ewangelicki:










A oto Opuszczony pałac z rączkami i zapalonym światłem. Każdy obiekt trzeba jakoś nazwać na potrzeby bloga, gdy nie mogę z jakichś względów podać lokalizacji, temu przypadła dziwaczna nazwa. Zaraz wyjaśnię, skąd się wzięła.

Pałac zbudowano pod koniec XIX wieku, po wojnie był tam PGR, teraz stoi i niszczeje, choć podobno trwa remont. Złodzieje rozkradli już wszystko, w środku są gołe (no, prawie;>) ściany. Mimo to bardzo polubiłam ten obiekt. Po pierwsze jest wciąż piękny od zewnątrz. Mogłam się tym cieszyć zwłaszcza dlatego, że podjechałam z samego rana, gdy było bardzo ładne światło. Mgła przyszła zaraz potem.




Tak wygląda środek. W jednej z sal ściany są całe pokryte kolorowymi odciskami rąk.










Zauważyłam coś ciekawego. Gdy bardzo rano stanie się przed budynkiem, patrząc na część frontową, słońce prześwituje przez okno i wygląda to tak, jakby w środku było zapalone światło.



Opuszczony pałac ze schodami donikąd stoi na południu województwa.



Wygląda niepozornie przez łatwość dostępu. Wydaje się, ze w środku nie będzie nic, a tymczasem są tam wiesiexowe niespodzianki, zwłaszcza schody donikąd:>









Zamek w R. D. stoi na wzniesieniu i wygląda jak wielki herbatnik z powodu tak zwanej renesansowej attyki, ocalałej po różnych zniszczeniach i przebudowach. Można do niego podejść albo od asfaltówki  - wąską ścieżką pod górkę, albo od strony położonego obok gospodarstwa, ale ten pierwszy sposób wydaje się lepszy.





Po 1945 roku w pałacu i zabudowaniach dworskich działał PGR, potem ośrodek wypoczynkowy dla nauczycieli. Następnie budynek przeszedł w ręce prywatne, ale w 1998 roku wybuchł tu pożar i od tamtej pory nic się z budowlą nie dzieje. Na Facebooku powstała nawet inicjatywa ratowania zamku. Teraz jest on już kompletną ruiną, ale można w niej znaleźć taką niespodziankę:



Obok zamku są też opuszczone budynki mieszkalne, jego dawna część. Prawie nic w nich nie ma... prawie ;>







Opuszczony pałac w K. ma okna zamurowane w charakterystyczny dla regionu sposób, ale ktoś, kto był tu przede mną, powybijał sporo dziur. Zajrzałam więc do środka, a potem chwyciłam latarkę i obeszłam ten opustoszały, duży obiekt, znajdując ślady bytności poprzednich pałacowych lokatorów, którzy urządzali tu najwyraźniej zakrapiane pałacowe uczty. W środku nie ma już nic, ale od zewnątrz obiekt robi wrażenie.




Pałac powstał w XIX wieku, po wojnie urządzono tu PGR, potem obiekt przejęła Agencja Własności Rolnej Skarbu Państwa. Obecnie jest ponoć w prywatnych rękach. Były próby zabezpieczania go, a nawet ambitny remont zawalonej ściany frontowej, teraz nawet ogrodzenie praktycznie nie istnieje. Podobno pałac jest znów wystawiony na sprzedaż, ale chętnych brak. Takie duże obiekty zazwyczaj nie mają szczęścia, choć bywa inaczej, czego przykładem jest remont pałacu w Gorzanowie.





Pokażę tu też parę obiektów, których z różnych względów nie udało mi się zwiedzić od środka. Są wśród nich dwa opuszczone kościoły ewangelickie - w K. pod Jelenią Górą i w T. W obu przypadkach dotarłam do osób, które miały klucze, ale kluczy nie dostałam. Jak pisałam wyżej w opisie Żeliszowa, osoby te, a konkretnie księża, tłumaczyły się decyzją kurii i nie dawały się przekonać. Wielka szkoda, bo jeszcze niedawno sytuacja była tam inna. A może miałam pecha? W K. udało mi się przez małe szpary w oknach wsunąć rękę z aparatem, w T. nie było na to żadnych szans. oto T.:

A oto podglądanie K. Dało się tylko włożyć rękę z wyłączonym aparatem, włączyć go, zrobić na ślepo parę zdjęć, wyłączyć i wyjąć. Szczęście nawet dopisało:>



Przez inną dziurę roztaczał się widok na opuszczoną salę katechetyczną:


Poza opuszczonymi kościołami zwiedzałam też te nie używane, ale zadbane i udostępniane dla turystów. Chodzi o tak zwane Kościoły Pokoju, w Jaworze i Świdnicy. Oba są rewelacyjne. Kupuje się bilety i wchodzi do środka, a pan od biletów włącza coś w rodzaju audioprzewodnika. Tak jest w obydwu kościołach. Oto kościół pokoju w Świdnicy (polecam też knajpę tuż przy wejściu na kościelny teren):








Kościół Pokoju w Jaworze:










Nie przepadam za dużymi miastami, bardziej kręcą mnie wsie, ale Wrocław wydaje mi się jakiś inny i chętnie tam wracam. Z przyjemnością przeszłam się po Ostrowie Tumskim i okolicach po całym dniu przedzierania się przez krzaczory. Znalazłam też knajpę z możliwością zamówienia roślinnego żarcia i pierwszy raz zjadłam coś z tak zwanym wegańskim serem - okazało się, że smakuje jak zwykły ser;> We Wrocławiu mogłam sobie pozwolić na coś takiego, w trasie nie ma praktycznie takiej opcji. Nie zapomnę pana z barku pod Ślężą, który na moje pytanie, co jest bez mięsa, odpowiedział całkiem na serio, że kaszanka i zaczął nawet wymieniać wszystkie flaki, które tam przecież są zamiast mięsa ;>











Byłam też w Lądku Zdroju, gdzie musiałam zobaczyć słynną Pijalnię Wód Wojciech.







ciąg dalszy nastąpi, będzie jeszcze jeden odcinek o Dolnym Śląsku:>

6 komentarzy:

  1. Jak zwykle wspaniała wycieczka. W Ratnie Dolnym byłem w 2009 roku, zamku było jakby trochę więcej, arkada łącząca elementy budowli była wtedy jeszcze cała.
    Pozdrawiam.
    http://www.4shared.com/photo/FFW6rHAhba/DSC_4740.html
    http://www.4shared.com/photo/X-KdHUCBce/DSC_4743.html

    OdpowiedzUsuń
  2. wow super zdjęcia , jeden z lepszych blogów jakie do tej pory widziałam :) zdjecia mają straszny klimat
    zapraszam również na nasz blog http://thirty-twoo.blogspot.com/ dopiero zaczynamy
    a jakim aparatem zdjecia są robione ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję, jestem kompletnym amatorem i nie mam nawet lustrzanki - jeśli mi się to wszystko jednak nie znudzi, z czasem w nią zainwestuję:> na razie mam kompakt canon g15. ostatnio nauczyłam się lepiej robić własne nastawy, niż jeszcze na tej wycieczce - szkoda, ale to będzie motywacją, żeby wrócić w co fajniejsze miejsca :> powodzenia ze zwiedzaniem

      Usuń
  3. Super zdjęcia. Dzięki za wspaniałą wirtualną wycieczkę w miejsca, w które raczej mało kto zagląda . Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo dziekuję za wspaniała wycieczkę.... Szkoda tych ruin, ze tez nikt sie nimi nie zajmie...?!

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajne fotki. Milo by bylo poczytac troche o historii tych miejsc.

    OdpowiedzUsuń