środa, 22 października 2014

Opuszczone miejsca na Dolnym Śląsku, część 3

W tym odcinku kolejny opuszczony pałac z pięknymi wnętrzami, polska "Czarodziejska Góra", czyli ruiny sanatorium, na którym wzorowało się słynne Davos i trochę pomniejszych, ale malowniczych ruin. Do tego wycieczka do Arboretum w Wojsławicach.





Opuszczony pałac z drewnianą salą zrobił mi niezłą niespodziankę. Był właściwie jednym z wielu punktów na mapie i myślałam, że zerknę na niego tylko z zewnątrz po drodze do Pałacu z zieloną salą, bo ma fajną wieżę i wydaje się spory. Gdy podjechałam pod obiekt, było jeszcze rano i wciąż mgliście.



Gdy wychodziłam po niemal godzinie zwiedzania, mogłam sobie powiedzieć, że nawet jeśli nie uda mi się zwiedzić Pałacu z zieloną salą, to i tak mam już co wspominać. Ostatecznie zobaczyłam i to, i to.


Pałac jest kompletnie opuszczony od kilkunastu lat. Zaczął być budowany jeszcze w wieku XVII. Od początku XIX wieku do 1945 roku był własnością barona von M. Po wojnie urządzono w nim mieszkania dla robotników z PGR, ośrodek kolonijny, na koniec robiono tam wesela. Okoliczni mieszkańcy jeszcze pamiętają te imprezy. Od około 10 lat pałac jest własnością jakiejś Amerykanki, ale nie ma ona chyba wobec niego żadnych planów.

Na parterze jest sala po dawnej jadalni i drewniane schody. Właściwe atrakcje zaczynają się na wyższych kondygnacjach.




Na piętrze zaczynają się puste sale ze zdobionymi miejscami po lampach na sufitach. Potem wchodzi się do pierwszego świetnego pomieszczenia - z kominkiem.










W kolejnych salach pojawia się czasem jakiś jeden ciekawy szczegół - święty obrazek "Jezu ufam tobie" w kompletnie pustym pokoju lub drewniana rzeźbiona szafka.









W tym ostatnim pomieszczeniu w głębi natrafia się na stary piec i pokruszony witraż.










Najlepsze pomieszczenie to wielka "drewniana sala". Niestety, w ciągu ostatnich paru lat włamywacze wynieśli stąd część cennego wyposażenia, w tym rzeźbione drzwi, które podobno były najbardziej efektowne. Ale i tak jest co podziwiać.










To nie koniec niespodzianek. W pałacu można znaleźć dziwne legowiska za wyciszonymi drzwiami, kołdry, rozwiązane krzyżówki, a także kompletnie urządzoną łazienkę całą w niebieskich kafelkach, podobno jeszcze niemieckich.













Opuszczone sanatorium przeciwgruźlicze G. to zupełnie inna część województwa. Pogoda nie dopisała mi wtedy, za to dopisało szczęście do eksploracji. Udało mi się zwiedzić niemal cały wielki, posępny i poniemiecki budynek. Trwa tam teraz remont, ma powstać jakieś centrum kulturalne.


Początki miejscowego uzdrowiska sięgają XIX wieku. W zrujnowanej dziś budowli było kilkaset pokoi, do dziś nad nadpalonymi futrynami można znaleźć wysokie numery. Elegancki, duży ośrodek, zapewne podobny niegdyś do dzisiejszych niemieckich uzdrowisk (które bardzo lubię), nazywany był kiedyś śląskim Davos, więc było jak w "Czarodziejskiej Górze". Choć aż trudno w to uwierzyć, podobno jednak to Davos powstało na wzór sanatorium G., a nie na odwrót.







W 2005 roku w budowli wybuchł pożar. Nieoficjalnie usłyszałam od kogoś, że mimo zaawansowanych prac możliwość ich dokończenia wcale nie jest pewna, a powodem są pieniądze, ale oby nie była to prawda. Na razie w środku wciąż panuje klimat porzuconego uzdrowiska, więc warto, zwłaszcza, jeśli ktoś trafi na lepsze oświetlenie. Największą atrakcją obiektu są schody z pięknymi poręczami, w głębi budowli są jeszcze kręcone, małe schodki.


















Ruiny kościoła ewangelickiego w Unisławiu Śląskim stoją na skrzyżowaniu dróg 380 i 35. Kościół został zbudowany w XVIII i XIX wieku, a opuszczony po 1945 roku. Gdy tam podjechałam, wiał straszny wiatr i były same chmury. Obiekt można zwiedzać bez przeszkód. Warto zerknąć na opuszczony cmentarz ewangelicki z tyłu ruin.









Ruina XVIII-wiecznego Pałacu w Goszczu była pierwszym miejscem, jakie zobaczyłam po przekroczeniu granicy województwa, jadąc od Wielkopolski. Co prawda wejście do pięknej kaplicy grobowej już zamurowano i nie da się jej zwiedzić, ale sama ruina też warta jest obejrzenia. Naokoło w dawnych zabudowaniach pałacowych mieszkają ludzie.









Jeden z pierwszych noclegów miałam w hotelu przy trasie na Kłodzko. Jego starówkę zwiedziłam rano, gdy jak zwykle było pełno mgły.












Gdy jedzie się do Kłodzka, warto zerknąć po drodze na Arboretum w Wojsławicach. Zjeżdża się z E67 na Niemczę i jedzie ul. Strzelińską do oporu, aż pokażą się drogowskazy. Arboretum było czynne tylko do 12 października, a zostanie otwarte dopiero pod koniec kwietnia.





















ciąg dalszy nastąpi

1 komentarz:

  1. Podobno Dolny Śląsk ma więcej zamków i pałaców niż pozostałe województwa razem wzięte :)
    Fajne zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń