niedziela, 12 października 2014

Opuszczone miejsca na Dolnym Śląsku, część 1

Moja najlepsza i najdłuższa trasa w życiu już za mną. Udało mi się zrobić niemal wszystkie najciekawsze miejscówki, jakie namierzyłam przed wyjazdem, chociaż nie brakowało trudności i przygód. Ilość wiesiexowego piękna, jakie przyswoiłam, jest przytłaczająca. Na pewno podczas tej wycieczki zobaczyłam najlepsze opuszczone pałace w swojej krótkiej 'karierze';>





Trasa przebiegała od południowych obrzeży Wielkopolski, przez okolice Wrocławia i Wrocław, potem skierowałam się na Kotlinę Kłodzką i Góry Stołowe, następnie na północ w stronę Legnicy i znów na południe w rejon Jeleniej Góry i Karkonoszy, skąd pojechałam w stronę Bolesławca.



Do paru bardzo ciekawych miejsc dostałam się dzięki uprzejmości aktualnych właścicieli. Za pomoc w realizacji wyprawy chciałabym bardzo podziękować Fundacji Twoje Dziedzictwo, Fundacji Pałac Gorzanów (w szczególności pomogła mi Pani Alicja Siatka), Panu Marcinowi Sobczykowi, a także wielu innym osobom, bez których nie zobaczyłabym innych najlepszych miejscówek regionu - jeśli to czytacie, wiecie, że o Was chodzi. Podziękowania należą się też Kolekcjonerom Czasu za cenne wskazówki praktyczne.


W takich sytuacjach często nie wiadomo, od czego zacząć, ale tym razem chyba jednak jest inaczej. Opuszczony pałac z zieloną salą to być może najlepszy tego typu obiekt w Polsce, a z całą pewnością jeden z kilku najlepszych. Kto lubi porzucone miejsca i był w środku, nie zapomni tego nigdy i będzie miał kłopot z ponownym przeżyciem czegoś porównywalnego. Nic dziwnego, że pałac stał się czymś w rodzaju urbexowej, czy raczej wiesiexowej krajowej mekki. W dodatku o perypetiach, jakie towarzyszą niełatwym próbom dostania się do środka, krążą już legendy.



Historia pałacu sięga XVI wieku, ale obecnego kształtu budowla nabrała po przebudowie w XVIII wieku, a następnie odbudowie po pożarze w wieku XIX. Należała wtedy do niemieckiego rodu arystokratów. Po wojnie była tam szkoła, potem pałac przechodził w ręce kolejnych prywatnych właścicieli i firm, także zagranicznych. Pałacem interesowała się nawet brytyjska rodzina królewska. Miał powstać tam hotel, ośrodek konferencyjny, pole golfowe i nie wiadomo, co jeszcze. Ostatecznie nic z tego nie wyszło.



W sumie to bardzo dobrze, że są trudności. Dzięki temu wandale i złodzieje nie mają praktycznie szans dostać się do środka. Ale już na parę tygodni przed podróżą kilka razy śniło mi się przez całą noc, jak próbuję wejść i cały czas coś się komplikuje.

Dopisało mi szczęście. Gdy wreszcie stanęłam za progiem, miałam ściśnięte gardło ze wzruszenia. To nie był pierwszy wysokiej jakości opuszczony pałac, jaki zwiedziłam na tej wycieczce, ale szybko przekonałam się, że jego sława jest zasłużona. Na początku widać drewniane schody z balustradą. Kiedyś leżał tu dywan, a na ścianie na wprost drzwi wisiała głowa jelenia, było tam też wtedy przejście.



Pomieszczeń jest mnóstwo. Wiele z nich świeci pustkami, w innych jest jakiś jeden szczegół wskazujący na to, że za chwilę zacznie się najlepsze.






Zaczyna się skromnie, potem przechodzi się do coraz bardziej bogatych pomieszczeń. W końcu natrafia się na cały ciąg pokojów, z których każdy powala. Sufity, malowidła i kominki. Nie wiadomo, co fotografować. Wszystko wygląda jak jakiś wiedeński pałac, do którego zaraz wejdzie wycieczka, ale gdy się przyjrzeć, widać łuszczące się sufity, poniszczone zdobienia.









Na tym ostatnim zdjęciu widać, że przy piecu wisi jakaś kartka. Napisy na niej są co najmniej dziwne, a autor jest nieznany :>




Największe wrażenie robi oczywiście wejście do słynnej zielonej sali. Zawsze zwiedzam szybko, ale tam miałam ochotę siedzieć godzinami.




















 Bynajmniej nie jest to ostatnie rewelacyjne pomieszczenie:









































W pałacu były też pozostałości, których dotychczas nie widziałam na żadnych jego zdjęciach w necie i których się tam nie spodziewałam:> To pozostałości po szkołach i bibliotekach, jakie przed laty (ostatnio kilkunastoma) tam były.








Potomkowie arystokratycznego rodu, do którego należał pałac, zanim upomniał się o niego PRL, a potem nowa rzeczywistość, żyją do dziś i zdarzało im się nawet odwiedzać pałac. Ale jego ogrom przerastał wszystkich chętnych na ewentualny remont. Podobno obiekt służył też jako plan filmowy. Co będzie dalej, nie wiadomo.

Po wyjściu stamtąd poszłam na cmentarz przy kościele. W środku świątyni i na zewnątrz są groby dawnych dziedziców. Kościelny (chyba to był ktoś o takiej funkcji?) niespecjalnie chciał mnie wpuścić do grobowca przy ołtarzu, ale w końcu się zgodził. Tak wygląda sufit.



Pod ścianą stoi wielkanocna palma gigant:>






Na murze przed pałacem ktoś zrobił graffiti, ale akurat trudno nie zgodzić się z jego treścią, zwłaszcza po takich 'eksploracjach';>





Ciąg dalszy nastąpi:>

6 komentarzy:

  1. Byliśmy, widzieliśmy, ale... tylko z zewnątrz. Nasze starania, by wejść do środka, spełzły na niczym. Zazdroszczę i jednocześnie dziękuję, że mogę obejrzeć te niesamowite wnętrza chociaż na Twoich zdjęciach!
    PS. Cały Twój blog jest fantastyczny. Zaczytuję się nim od tygodnia i nie mogę wyjść z podziwu. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sorry, ale musiałam usunąć. Gdy lokalizacja nie jest podana, proszę jej nie dopisywać, chodzi o ochronę tych miejsc przed wandalami.

      Usuń
  3. Że tak lubicie chodzić po takich opuszczonych miejscach. Zdjęcia ładne, nawet bardzo, ale ja bym się bała tak włóczyć.

    OdpowiedzUsuń