poniedziałek, 15 lipca 2013

Opuszczona siedziba sekty

Betonowe nosorożce, różowe ściany, wielbłądy, sok z aronii i superbohaterowie. A to wszystko kilkanaście kilometrów od Warszawy. Kiedyś w Kuleszowce niedaleko Magdalenki dr Stanisław Szczepaniak założył Centrum Medycyny Alternatywnej. Jeszcze w 2009 roku był to działający ośrodek medycyny naturalnej, który od leśnej drogi pełnej wybojów odgradzała niebieska brama ze sztucznymi pawiami. Z przychodnią akupunktury, betonowymi nosorożcami i słoniami w środku. Pacjenci przechodzili też swojego rodzaju kursy na temat Jezusa, który "był dowódcą terrorystów i żył 64 lata", jak głosił napis na jednej z imponujących rzeźb oraz soku z aronii, którego "1 litr kosztuje zero groszy", a jednak przedłuża życie. Inny napis, którego dziś też już tu nie ma, a przynajmniej nie znalazłam go: "Gdy zakończysz życia remanent, co z ciebie zostanie, popiół czy diament?" . Poza tym baseny i dom spokojnej starości. Dr Szczepaniak wydał książkę "Upiory Afryki", w której opisuje lata spędzone w Rodezji, Kenii i RPA. Podobno m.in. pisze, że spotkał tam autostopowiczkę widmo.

Dziś Kuleszówka to resztki świetności. Bramę z pawiami ukradziono, prawie wszystko zamieniło się w gruzy. Żeby tam trafić, trzeba jechać Aleją Krakowską i jeśli jedzie się od Warszawy, skręcić w lewo, gdy pojawi się drogowskaz "Kuleszówka". Moja nawigacja nie znała tej miejscowości, więc trzeba było kierować się wskazówkami miejscowych, by w końcu skręcić z płytowej drogi w ul. Cichą. Samochód musiał poczekać przy jakiejś posesji przez wyboje wypełnione wodą. Ale potem już nie jest daleko.

 Jeżeli ktoś chciałby zgłębiać temat, tutaj jest dokument na temat Centrum Medycyny Alternatywnej w czasach świetności: http://www.youtube.com/watch?v=4hg96ZjIVe0
Fragment opisu filmu: "Wbijanie dziesiątek igieł leczy ciało, ale metoda doktora Stanisława Szczepaniaka sięga głębiej. Gromadząc wiele osób jednocześnie w dwóch niewielkich pomieszczeniach na godzinnych seansach, pomiędzy nakłuwaniem a rozkuwaniem, niestrudzenie prowokuje pacjentów do rozmowy, zwierzeń i żartów. Wielu pacjentów leczy się tu po kilka-kilkanaście lat. Nikogo nie krępuje częściowa nagość, której wymaga nakłuwanie dziesiątkami igieł. Przyjazna, swobodna atmosfera nie ma nic wspólnego z ponurą rutyną lecznictwa publicznego - i jest zasadniczą sprawą dla kuracji. Jak mówi doktor "u nas jest śmiech, wygłupy, drwina, kpina, wymiana poglądów - wytwarza się endorfina, czyli hormon szczęścia"."

6 komentarzy:

  1. Ile zabawek, cóż za odmiana "zoo" w betonie i na murze. Sam pobyt w takim miejscu musiał sam z siebie poprawiać ludziom humor - widoki są "niebanalne".

    OdpowiedzUsuń
  2. Polecam wszystkie książki p. Szczepaniaka czyli "Upiory Afryki" t.1-3, oraz "Upiory Świrolandu". Tam jest kawał historii Afryki i jego życia. To jest twardziel jakich wśród Polaków ze świecą szukać. Przy tym człowiek obserwujący, myślący i wyciągający wnioski - takich też mamy jak na lekarstwo. Niestety - już go w Polsce nie mamy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo, co stało się z p. Szczepaniakiem po 2009 roku i zamknięciu Centrum w Kuleszówce? Prosiłabym o informacje

      Usuń
    2. To dość tajemnicza sprawa. Ja próbowałem się dowiedzieć czegoś o jego losach ale niczego konkretnego nie wiem. Słyszałem o Hiszpanii. Szkoda, wielka szkoda, że tracimy diamenty a zostawiamy sobie popiół...

      Usuń
  3. Na podstawie jego wlasnych slow wnioskuje, iz wyjechal do Argentyny.

    OdpowiedzUsuń
  4. Znałem dobrze Pana Stasia bo od 2009 mieszkał w Hiszpanii i prawie codziennie sie widzielismy ,niestety w zeszłym roku zmatł

    OdpowiedzUsuń