piątek, 14 października 2016

Opuszczone miejsca i przyroda Lubelszczyzny, część 5

W tym odcinku pokażę przede wszystkim pewną świetnie zachowaną chatkę z portretami, obrazami, pięknym poradnikiem rolnika z 1980 roku i dwoma zegarami zatrzymanymi na dokładnie tej samej godzinie. Poza tym jeszcze jeden cmentarz ewangelicki w Poleskim Parku Narodowym i pierwszy wpis na temat Roztocza - wschód słońca w rejonie wzgórz zwanych Łysymi Bykami.







O Chatce z dwoma zegarami dostałam od kogoś cynk. Był to jeden z powodów, dla których ruszyłam w tę trasę. Domek stoi w ciekawym pod względem wiesiexowym w regionie i nie była to na pewno moja ostatnia wizyta w tych stronach. Schowany w krzakach, dość trudny do zauważenia, bardzo już zniszczony - niepozorny. Miałam nadzieję, ze od czasu wizyty mojego poprzednika niewiele się tam zmieniło. Na szczęście jakimś cudem tak też było, choć drzwi otwarte na oścież, a płotów broniących dostępu brak. Wspaniale, że miejscowi mieszkańcy, którzy przecież na pewno orientują się w sytuacji, potrafią uszanować to miejsce.


Niskie sufity, małe okienka, półmrok mimo słonecznego dnia - w tym domku czułam się jak w odrębnym świecie, stworzonym kiedyś przez jego mieszkańców. Kim byli? Może to oni - uśmiechnięta brunetka w białej bluzce i rezolutny wąsacz w złotym łańcuchu, z sygnetem i papierosem, kojarzący się trochę cygańsko.





Przy zasłonce, oddzielającej jedną część jedynego mieszkalnego pokoju od drugiej, stały dwa budziki. Jeden był trochę przykryty zasłoną, odsłoniłam ją i zauważyłam, że oba zegary są zatrzymane na dokładnie tej samej godzinie: 12:24, a właściwie nawet 12:23 i pół. Ktoś jednocześnie wyjął z nich baterie? Jeden wydaje się chyba nakręcany, ale się nie znam. Jest taka teoria, że zatrzymanie zegara na jakiejś godzinie może być znakiem czyjejś śmierci. W każdym razie bardzo ciekawie to wyglądało.


Po drugiej stronie półeczki z telewizorem i wiekowym radiem: Jezusek z zasłoniętą twarzą na kalendarzu sprzed zaledwie siedmiu lat, klasyczny zestaw drobnych dewocjonaliów i portrecik jakiejś pary.



Grupowe zdjęcie komunijne w ramce, spotykane czasami w dobrze zachowanych opuszczonych domach:




Kolejna ściana tego samego pomieszczenia, kolejne skarby. Znów portret pary i grupowe zdjęcie komunijne, tym razem dziewczynek. Do tego klasyczny kredensik z religijnymi pocztówkami powtykanymi w szybki.


Tuż obok klasyczne prostokątne święte obrazy. Zwłaszcza ten po prawej jest często spotykany, modlitwa w Ogrojcu trafia się znacznie rzadziej, choć też ją widuję.




Chyba ktoś zabrał mu miecz i został sama tarcza:








A to ta druga część jedynego mieszkalnego pomieszczenia, schowana za zasłoną. Mieści się tam właściwie tylko łóżko, zawalone różnymi szpargałami. Do tego kolejne portrety.


Oryginalne "rodzinne monidło" - rodzice z małym dzieckiem:



Mała część kuchenna, połączona z przedsionkiem. Panowały w niej kompletne ciemności. Tam też kolorowo - obrazki, owieczki, makatki, dewocjonalia.




Na podłodze pod okienkiem leżał gruby "Poradnik Rolnika" z 1980 roku:> Okazał się cudowny, przynajmniej dla mnie. Stare zdjęcia, komunistyczne hasła dopingujące do rozmaitych czynów, porady i szczególnie dla mnie ciekawe wątki motoryzacyjne.





"Zbierajcie piestrzenice! Grzyby nazywane w niektórych okolicach babimi uszami lub zajęczymi uszami. Piestrzenica jest grzybem trującym w stanie świeżym, a po wysuszeniu cennym towarem eksportowym."


"Zysk dla ciebie - korzyść dla kraju. Zbierajcie ślimaki winniczki!" :>



Klasyczne Ursusy :>




Piękna reklama Polmozbytu. O tych samochodach często czytam, oglądam je na motoryzacyjnych imprezach, a w "Poradniku Rolnika" to szara codzienność:> Polmozbyt oferuje Tarpana, Syrenę R-20, Syrenę Bosto i Żuka A-16 oraz przyczepy do Tarpana i Żuka <3

















Cmentarza w kukurydzy trochę się naszukałam. Jest schowany w tej kępie drzew pośrodku zdjęcia, za polem kukurydzy. Inne kępy okazały się nie tymi właściwymi, ale ten mosteczek nad przydrożnym rowem wzbudził moje podejrzenia;> No i zaparkowałam na poboczu, przeszłam na kukurydzianą stronę i ruszyłam na chybił trafił, z braku ścieżki, wzdłuż pola. Wkrótce zobaczyłam spory cmentarzyk ewangelicki na wykarczowanym ładnie terenie.



Cmentarz powstał w drugiej połowie XIX-go wieku, założyli go osiedlający się w gminie Hańsk osadnicy pochodzący z okolic Frankfurtu. Przestał być użytkowany w latach 40-tych.




Jak widać, specjalnością tego cmentarza są metalowe płotki dookoła mogił. Często zachowują się tylko fragmenty takich ogrodzeń, więc miejsce jest pod tym względem wyjątkowe.




















Z powrotem do asfaltówki przez kukurydzianą miedzę:


No a teraz pora na Roztocze. To była właściwie moja druga wizyta w tym regionie, ale za pierwszym razem, dwa lata temu, byłam tam tylko przejazdem w drodze w Bieszczady. Zatrzymałam się wtedy w Zwierzyńcu na jedną noc i przeszłam przez Bukową Górę. Tym razem spędziłam tam w sumie prawie tydzień, głownie chodząc po szlakach i polach, ale też oczywiście zwiedzając chatki i cmentarze. Starałam się spać w agroturystykach i namierzać ładne przestrzenie, gdzie mogłabym robić zdjęcia podczas wschodu słońca. Korzystałam głownie z mapy Compassu "Roztocze Środkowe". Oglądając na niej okolice Górecka i Florianki, zauważyłam nieco dalej, w rejonie Tereszpola i wsi Szozdy, kilka zaznaczonych pagórków podpisanych jako Łyse Byki. Zaznaczonych tam skałek niestety jakimś sposobem nie namierzyłam, ale okolica i tak okazała się przepiękna. Nie prowadzi tam żaden znakowany szlak, jednak nie jest to jeszcze dokładnie teren Roztoczańskiego Parku Narodowego i nie trzeba obawiać się mandatów i można łazić do woli. Granica parku jest kawałek dalej. Wypatrzyłam prowadzącą w bok od szosy gruntową drogę i podjechałam nią kawałek. Zaparkowałam autko na uboczu i wyszłam zza drzew na pole, żeby zobaczyć to wszystko:





















Szłam drogą przez pole, a wokół coraz lepsze mgliste widoki. Było tam trochę jak w Jurgowie na Podhalu, pokazałam to w odcinkach o Małopolsce. Niskie górki z polami, dziką różą, zagajnikami i kamieniami.












Zauważyłam, że charakterystyczne dla regionu są takie strachy na wróble jak na zdjęciu poniżej. Wyglądają trochę jak przydrożne krzyże, trochę jak dziwne totemy, a czasem nawet jak duchy:>




























c.d.n.

4 komentarze:

  1. Ostatnie zdjęcie jak obraz Szyszkina! Piękne zdjęcia.
    Podziwim Cię, trzeba mieć nie lada siłę charakteru aby zwiedzać te zapomniane domy. Ja czytając Twoje posty bardzo przeżywam. Dla mnie to nieszczęśliwe miejsca, zaraz wyobrażam sobie staruszków czekających na swoje dzieci, które już do nich nie przyjeżdżają...
    Ale ciekawe, bardzo ciekawe relacje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam takie same skojarzenia... Dziadkowie lub starsi już rodzice, jak wypatrują swoich dzieci czy wnuków stojąc w oknie. Coś zapewne w tym jest, skoro nawet pamiątek po nich nie ocalono, smutne.

      Usuń
  2. Witam...., czytam i czytam i jestem zauroczona Twoimi postami. Podziwiam Cię za te wędrówki w nieznane i odwagę bo przecież nie wiadomo co po drodze zdarzyć się może. Seria z opuszczonymi domami rewelacja!!!Chylę czoła! We wrześniu wybieram się na Roztocze.., szperałam w necie przygotowując się do tej wyprawy i tak trafiłam do Ciebie.., no i przepadłam...:))jakie tu skarby pokazujesz! Pozdrawiam serdecznie .., dziękuję za moc wrażeń i życzę odkrywania nowych ciekawych miejsc

    OdpowiedzUsuń