wtorek, 25 sierpnia 2015

Opuszczone miejsca w Puszczy Kampinoskiej i nie tylko, część 31

Puszcza Kampinoska przez ostatnie pół roku nie pojawiała się na blogu, a tymczasem wciąż bardzo intensywnie ją zwiedzałam. Przez ostatnie dwa miesiące poświęcałam na to wręcz każdy wolny dzień. Jak się okazało się, w samym lesie i na jego szeroko pojętych obrzeżach (do paru kilometrów) wciąż można znaleźć opuszczone domy pełne dziwnych i pięknych przedmiotów, a zdjęć przyrodniczych mam tyle, że chyba nigdy nie uda mi się wrzucić tu wszystkiego, co bym chciała. Wycieczki po różnych skrótach i zakamarkach puszczy, ledwo trzymających się mostkach, miejscach po dawnych wsiach z owocowymi drzewkami i resztkami murów, kapliczki schowane gdzieś poza szlakami - było tego co niemiara;>





Dom Lisa znalazłam niedawno, podczas spontanicznego miniwiesiexu. Nie był to żaden systematyczny objazd, tylko chwilowe kluczenie po okolicy, która wcześniej wydawała mi się mało obiecująca pod chatkowym względem, a tymczasem znalazłam tam jeden z najlepszych opuszczonych domów, jakie widziałam i tym samym jeden z najlepszych w rejonie puszczy.

Zobaczyłam go z samochodu i zawróciłam. Kompletnie zarośnięta posesja, mimo zimna pootwierane niektóre okna, załamany płot... Gdy przedzierałam się przez krzaczory, zagadał do mnie sąsiad - tuż obok są zamieszkałe domy. Jak zwykle przywitałam się i powiedziałam, że robię zdjęcia starym domom, czy coś w tym rodzaju. Zapytałam czyj jest ten dom, czy kogoś z okolicy. Według sąsiada właściciel nie pochodził z tej okolicy, a budynek jest opuszczony. Zaciekawiona, zajrzałam więc do środka, a tam...



W zwiedzaniu opuszczonych domów najlepsze jest pierwsze uczucie zachwytu, które ogarnia mnie, gdy widzę świetnie zachowane, piękne pomieszczenie. Potem jest pełno roboty z robieniem zdjęć fantów i widoków ogólnych pomieszczeń, w różnych wersjach, wielu egzemplarzach, bo potem co trzecie zdjęcie ląduje w komputerowym koszu. Gdy jestem w takim miejscu, nie liczę czasu, prawie nigdy nie czuję strachu. Jestem w odrębnym świecie tego domu i zastanawiam się, kim byli właściciele, jak potoczyły się ich losy.






Kredensik z papieżem i sztucznymi grzybkami, widywanymi już przeze mnie w różnych opuszczonych domach:



 W oszklonej szafce leżały sztuczne owoce na paterze:>


Wyjęłam je na chwilę do światła, potem odłożyłam na miejsce, jak wszystko w opuszczonych domach. Nie można zostawiać poprzestawianych fantów, o zabieraniu ich nawet nie wspominam. W końcu sama życzyłabym sobie zobaczyć naturalny wygląd obiektu, a nie taki zaaranżowany przez poprzednich zwiedzaczy.


 Pudełko z papieskiego kredensu:









 Leśna super narzuta na łóżko, sama bym taką chciała;>


Zauważyłam, że za łóżkiem, w którym nawiasem mówiąc nocował chyba jakiś bezdomny, coś leży. Wyciągnęłam stamtąd opuszczonego lisa:>





Po pozowaniu do zdjęć lis oczywiście wylądował znowu na łóżku. Kolejnym świetnym elementem tego pomieszczenia był piec, nietypowo jak na opuszczony kampinoski dom ozdobiony.


 Jedna z postaci ma już ułamaną głowę. Niesamowite takie pomieszanie klimatów, takie widoki są charakterystyczne dla opuszczonych pałaców, a nie prywatnych domków!



W drugim pomieszczeniu  - kolejny ozdobny piec, do tego oczywiście święty obraz, krzyżyk nad drzwiami i komplet umeblowania. Miałam dostęp tylko do połowy domu. W takich przypadkach nie można wchodzić, bo w ogóle podczas wiesiexu nigdy nie można nigdzie się włamywać i trzeba zostawić wszystko tak, jak było, jakby żaden zwiedzający nigdy w tym miejscu nie gościł.







Jednym z najbardziej dzikich i ciekawych miejsc w Puszczy Kampinoskiej jest miejsce po dawnej wsi Karolinów i jego okolice. Byłam tam parę razy -we wrześniu rok temu i w marcu tego roku. Marzec to świetna pora na zwiedzanie puszczy. Kolory są ciepłe, nie ma krzaczorów, widać dziwne kształty drzew, zazwyczaj jest woda na bagnach, a czasem na szlakach też. Marcowa wycieczka była jednym z najdłuższych (sporo ponad 20 kilometrów) moich puszczańskich pieszych wypadów. Przeszłam wtedy trasą: Granica - Dąb Powstańców-Bromierzyk-Karolinów-Krzywa Góra-Dąb Kobendzy-Demboskie Góry-powrót żółtym szlakiem do Granicy. Na odcinku Karolinów-Krzywa Góra było trochę kluczenia i zawracania. Rejon ten jest dla mnie wciąż jeszcze nie poznany stuprocentowo i planuję jeszcze dużo zwiedzania w tej części puszczy. Kiedy w marcu szłam od nowego parkingu w Granicy do Dębu Powstańców, rano w cieniu leżał jeszcze śnieg.












Dąb Powstańców:



Okolice Dębu Powstańców, zwłaszcza Polana Wystawa, to jedno z moich ulubionych miejsc w Puszczy. Chyba jeszcze nigdy nikogo tam nie spotkałam, a przecież od parkingu w Granicy jest ledwo parę kilometrów. Można usiąść na ławeczce na polanie i podziwiać stojące tam w kółko kopy siana. Raz nawet spotkałam na polanie lisa, kiedyś o tym pisałam. Bywam tam regularnie, to świetne miejsce na odpoczynek.




Tak było tam we wrześniu:





Ale w przypadku marcowej wyprawy był to dopiero początek trasy. Najpierw poszłam skrótem do Bromierzyka. Można tam trafić idąc po prostu dalej przez las szlakiem zielonym, albo kierując się ścieżką wzdłuż Wystawy na zachód. Potem trzeba wejść na odpowiednią ścieżynkę prowadzącą obok resztek dawnego gospodarstwa do drugiej drogi na Bromierzyk. W bezkrzaczorowym czasie udało mi się to, choć rok temu przy krzaczorach musiałam się wycofywać i iść po bożemu szlakiem;> Tak wygląda droga do Bromierzyka początkowo prowadząca wzdłuż polany:


I we wrześniu, i w marcu natknęłam się tam na dziwne miejsce z odsłoniętą ziemią. Niby wydaje się, że to buchtowisko, czyli miejsce zryte przez dziki, ale ziemia jest gładka i do marca nie zarosła niczym. Jest też jeden krzew wyrwany z korzeniami.







Bez krzaczorów znalezienie odbijającej w lewo ścieżki nie powinno sprawić trudności. Wychodzi się kolejno na dwa porzucone gospodarstwa czy raczej resztki po nich - piwniczki.








Tak wygląda ta miejscówka i okolice drogi na Bromierzyk we wrześniu:






A tak w marcu:




Dochodzi się do kaplicy Świętej Teresy na rozstaju dróg. Kaplica jest otwarta, ale nikt jej nie niszczy i nie dewastuje. Pokazywałam ją już w dawnych odcinkach o puszczy.








Na stole leżą zawsze modlitewnik i Stary Testament. Można sobie usiąść na ławce w środku kaplicy i je poczytać. Podczas upałów panuje tam miły chłód, zimą można się schować przed wiatrem.




Od Bromierzyka według mapy poszłam na Karolinów, na północ. Prowadzi tam piękna, stara droga ze szpalerem wierzb, jedna z najbardziej dzikich w puszczy. Tak było tam w marcu:













A tak we wrześniu:









Dochodzi się do niesamowitego miejsca. Są tam pozostałości cmentarza ewangelickiego (jednego z wielu w rejonie puszczy) i symboliczny grób Jerzego Panfla, "lat 40, niewinnie zamordowanego dnia 15 lutego 2002", jak głosi tabliczka."Ograbiony z odzieży wierzchniej, pieniędzy, zegarka, telefonu komórkowego, medalika srebrnego z łańcuszkiem. Ci co się przyczynili oraz mordercę [morderców?] nie spotkała zasłużona kara bo taka jest ludzka sprawiedliwość. Oby Bóg osądził ich sprawiedliwie.". Podobne miejsce jest jeszcze niedaleko Zamościa - symboliczny grób zamordowanej Tereski. Ktoś mi mówił (już nie pamiętam, kto), że Jerzego Panfla zamordowali jacyś znajomi. Nie była to przypadkowa ofiara. Z kolei resztki cmentarza ewangelickiego to już chyba tylko jeden drewniany krzyż w sporych zaroślach i jeden kamień, może jakiś element nagrobka, a może leży tam przypadkiem.








Poszłam dalej drogą na północ, starając się jakimś sposobem dojść do Famułek Królewskich.





Droga robiła się coraz bardziej podtopiona. Trzeba było iść po przesmyku między dwoma dużymi rozlewiskami. Jak się potem okazało, był to właściwie półwysep:> Znalazłam nawet zatopioną kopę siana:>



Trzeba było przejść przez coś w rodzaju mostku czy tamy. Nie wiem, czy zrobili ją jacyś ludzie, czy może bobry:> Żeby przejść przez coś takiego suchą nogą, trzeba wziąć koniecznie dwa kije do pomocy, żeby nie stracić równowagi i jakoś porozkładać ciężar. Z jednym jest dużo trudniej.




Jak w Ławach czy Nowych Budach - krzyż na rozstaju dróg, kiedyś pewnie stały tu domy z Karolinowa, dziś jest tylko bagno i łąka.






Próbowałam kluczyć w rejonie opisanym na mapie jako Polski Grunt, ale nie znalazłam tam drogi na Famułki, chociaż na mapie była. Jeszcze będę próbować. Już wiele razy okazało się, że pokazywane na mapie pozaszlakowe dróżki zmieniają się, często są tylko sezonowe, niektóre przebiegają inaczej, niż jest pokazane. Chciałabym narysować własną mapę puszczy. Zresztą w kolejnym odcinku o Kampinosie pokażę znalezione wreszcie przeze mnie dojście od wsi Nowe Budy do Nowej Dąbrowy - też przebiega nieco inaczej, niż wynikałoby z mapy.






Ostatecznie doszłam do rejonu Famułek drogą prowadzącą na zachód za kanałem Łasica.


























Doszłam w ten sposób do zakrętu między Famułkami Królewskimi a Krzywą Górą, tam, gdzie stoi "stanica naukowa KPN".




Wyglądała na opuszczoną lub może chwilowo nie używaną. Nad wejściem z tyłu zamkniętego budynku wisiał zegar:>



Poszłam dalej w stronę Krzywej Góry.



Teraz pokazywany już tu kiedyś "szlak" "Matek Boskich bagiennych", jak je sobie nazywam. To kilka starych kapliczek wzdłuż drogi prowadzącej do dawnej leśniczówki, dziś opuszczonej, w Krzywej Górze, obok czerwonego szlaku prowadzącego do Dębu Kobendzy.







Po prawej stronie drogi, w głębi bagien, jest jeden dom osamotniony w lesie, ale nie porzucony - wcześniej byłam tam samochodem i słyszałam szczekanie psów. Tym razem szłam trochę z duszą na ramieniu, bo psów się boję. Starałam się zachowywać jak najciszej, ale i tak po przejściu dojazdu na posesję usłyszałam szczekanie, a potem - o zgrozo - psa biegnącego za mną. Ale wszystko dobrze się skończyło. Pies nie rzucił się na mnie,okazał się nie być agresywny ani gigantyczny. Wręcz przeciwnie, był sympatyczny, a za psami przecież nie przepadam. Biegł za mną, czasem przede mną, aż do wiaty przy szlaku. Tam siedział obok mnie. Zaraz zaczynał się obszar ochrony ścisłej Krzywa Góra, więc powiedziałam do psa, że nie może dalej ze mną iść, bo jest rezerwat i w ogóle, chyba sam rozumie. On wtedy nagle jakby wszystko zakumał, od razu podniósł się z ziemi i pospacerował do siebie do domu. Ja jeszcze chwilę posiedziałam i poszłam dalej, obok dawnej leśniczówki, za szlaban i w stronę Dębu Kobendzy.





Rezerwat Krzywa Góra to podobno największy matecznik w puszczy. Idąc przez takie miejsca, co jakiś czas klaszczę w ręce, żeby nie zaskoczyć zwierząt. Zwłaszcza dziki, przy całej mojej sympatii do nich, powinny raczej wiedzieć, że nadchodzę. Łosie też.



Dąb Kobendzy to jedno z moich ulubionych miejsc w Puszczy Kampinoskiej. Obok stoją tablica i wiata, dzięki temu można pokazać, jakie ogromne jest to drzewo.







Gdy idzie się dalej czerwonym szlakiem, mija się bagna i żołnierską mogiłę.




Dochodzi się do miejsca zwanego Demboskie Góry. Stamtąd żółtym szlakiem kierowałam się już prosto na południe, do Granicy.




Na szlaku przechodzi się obok pewnego położonego trochę na uboczu miejsca, które też jest jednym z moich ulubionych w puszczy. To Posada Demboskie. Rośnie tu kolejny piękny dąb - Jagiellon. Wygląda jak drzewo z bajki:> Byłam tam też latem. W wersji z liśćmi Jagiellon nie robi już aż takiego wrażenia, bo nie widać całego kształtu drzewa. Powiem więc jeszcze raz, że najlepszy czas na poznawanie puszczy to czas bez liści.




Stamtąd jest już tylko kawałek do mostku nad Kanałem Łasica, który tym sposobem znów tego dnia przecięłam.




Latem te tereny są kompletnie wyschnięte. Znów nie ma porównania, jeśli chodzi o "malowniczość".








W tym miejscu popsuła się pogoda i do Granicy szłam już prawie cały czas przy chmurach.




c.d.n. Poprzedni odcinek o Puszczy był TU

5 komentarzy:

  1. Wspaniała puszczańska opowieść ilustrowana ładnymi fotografiamy. Ze wszystkich Twoich opowieści te związane z Puszczą lubię najbardziej. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj Zosiu.
    Jak mogę się z Tobą skontaktować ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na dole strony jest mejl: miniwycieczki@gmail.com

      Usuń
  3. Dzięki za fotorelację. Przyda mi się, bo w tym marcu wybiorę się rowerem po okolicach gminy Kampinos i zajrzę do cmentarza w Karolinowie. Wtedy zawrócę, bo mogę dalej spodziewać się kiepskiej drogi jak na rower. Mam pytanie: Całkiem blisko, na północny wschód od Karolinowa na mapie widnieje miejscowość Ludwików. Niby jest na mapie Google, ale nie widzę, żeby coś tam w ogóle było. Wiesz może coś na temat tego miejsca?

    introwerzysta.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Najwyraźniej to już tylko nazwa, tu na mapie nie ma zaznaczonych nawet pozostałości po zabudowaniach a np w przypadku wsi Ławy są. http://www.kampinoska.waw.pl/mapa/mapaKPN.jpg Teraz w dodatku jest tam OOŚ.

    OdpowiedzUsuń