piątek, 14 sierpnia 2015

Opuszczone miejsca w powiatach grodziskim i pruszkowskim część 1

Jeszcze grudniu zaczęłam zwiedzać południowe obrzeża Warszawy pod kątem opuszczonych miejsc, najpierw głównie gminy Milanówek, Podkowa Leśna i Brwinów. W samych tych miejscowościach i między nimi można natrafić na opuszczone miejsca. Są tu i stare, ponure wille wyglądające, jakby teleportowały się z Dolnego Śląska, i domy otoczone złą sławą, z historią zbrodni w tle, a także moje ulubione małe, prywatne chatki, pełne najdziwniejszych skarbów, zbieranych latami przez właścicieli. To tam pierwszy raz spotkałam opuszczonego Lajkonika, opuszczony niemiecki zamek z puzzli i salę pojedynków między zuchami a druhami w opuszczonej stuletniej willi.




Opuszczona willa Z. to chyba najlepszy z dostępnych obiektów w tym rejonie. Powstała w 1913 roku. Warto tam pojechać nawet dla widoku obiektu z zewnątrz. Za czasów nam bliższych najwyraźniej była tu jakaś siedziba druhów i zuchów, sądząc po pozostałościach w środku;> Ale o tym później.




Podobno jeszcze niedawno zwiedzanie było mocno utrudnione, a wręcz niemożliwe, teraz udało mi się bez większych kłopotów dostać do środka. Nieodzowna jest latarka i w wielu przypadkach używanie flesza. Podłogi są raczej całe, ale sufit wali się na schody. Można jednak wejść na piętro, oczywiście na własne ryzyko. Kłopotliwe jest też położenie willi, obok ruchliwej ulicy, zamieszkałych domów i w ogóle. Mnie nikt nie niepokoił, ale ponoć różnie bywa. Wspaniały jest za to wygodny parking, tuż pod obiektem, jakby zrobiony specjalnie dla "eksploratorów";> W środku na początku jest tak:



Na korytarzu pojawiają się dziwna lampa i kot:


Potem poszłam w lewo, tam gdzie są schody. Niestety, te na jeszcze wyższą kondygnację są doszczętnie zawalone, nawet pode mną te resztki by się zapadły. Te na pierwsze piętro są w miarę ok:



Zanim weszłam na górę, rzuciłam okiem na dalsze pomieszczenia na parterze po tamtej stronie budynku. Były prawie puste, z samymi piecami i rzeźbionymi miejscami po lampach. W jednej sali natknęłam się na niebieski kwadrat z napisem "Wszechświat cieszy":>>






Gdy weszłam na piętro, zobaczyłam salę firankową. Pewnie tam odbywały się jakieś gale. Zachowały się dywan, lampa. Zdjęcia niestety chyba nie oddają klimatu tej sali, w rzeczywistości jest większa i jakaś taka bardziej.. uroczysta;>

 

 




Potem wróciłam na dół i poszłam tym korytarzem, gdzie jest namalowany kot. Znalazłam dwa chyba najfajniejsze pomieszczenia. W pierwszym ściana i piec były całe w malunkach o tematyce harcerskiej;> Najwyraźniej dawne zuchy miały pretensje do druhów, że nie przychodzą na zbiórki! "Dobry drużynowy przychodzi na zbiórki" - głosi jeden z napisów. Cały list napisany na ścianie obok był już znacznie mniej dyplomatyczny, a słowa, jakie w nim padały, musiałabym wykropkować, gdyby nie to, że ktoś zrobił to już za mnie;> Może skruszone zuchy?


W ostatnim pokoju, poza zieloną kaflową wanną, było pełno rysunków i wspaniałych komputerowych gazet z lat 80-tych. Magazyn Komputerowy Młodego Technika, Popularny Miesięcznik Informatyczny "Komputer" i inne, a do tego coś, co miało podpis "kaseta komputerowa" i wyglądało jak zwykła stara kaseta do magnetofonu.



















Dom Zły to z kolei odkrycie Przemka. Zwiedziłam ten obiekt jako pierwszy podczas grudniowej wycieczki. Jest blisko drogi krajowej prowadzącej ze stolicy na południe, ale schowany wśród drzew. Robi wrażenie na pierwszy rzut oka, w ogóle wygląd zewnętrzny (od którego, jak się domyślam, wzięła się jego wpisana na ścianie nazwa;>) to główna zaleta obiektu. Gdy podjechałam, było jeszcze rano, ale psy po drugiej stronie gruntowej drogi i tak od razu podbiegły do płotu i zaczęły strasznie się wczuwać. Ale na szczęście i tak nikt się mnie nie czepiał, a zwierz nie zdołał przeskoczyć przez swoją siatkę.


 




W środku od razu widać główną zaletę wnętrz domu - komunistyczne albumy o polskich zabytkach, przyrodzie albo o Leninie. Był straszny mróz i większość stron była zlepiona lodem, ale trochę dało radę obejrzeć.





















W kolejnym pomieszczeniu na parterze był duży, zielony piec.




 


Było jeszcze piętro:







Trzy opuszczone domki na rogu to prawie cała dzielnica;> Też znalazł je Przemek. Jeden, ten ceglany, byłby kompletnie zdewastowany i nieciekawy, gdyby nie pewne niepozorne karteczki, w drugim, tym białym z bluszczem, ładne są czerwone szafki kuchenne na parterze, w trzecim jest trochę ładnych naczyń, obrazek i stojąca lampa, w przybudówce książka "Dżafar z Bagdadu" i klucz do niczego:> Strasznie się tam pokłułam kolczastymi krzakami, a sąsiedzi i ich psy mieli do mnie bliżej niesprecyzowane pretensje.



Najpierw Domek z oranżadą. Jak wspomniałam, to w zasadzie typowa rudera, ale... na schodach zauważyłam jakieś małe karteczki. Odwróciłam je i zobaczyłam stare etykiety od oranżady. Poza tym przed budynkiem stała jakaś maszyneria, a w środku leżały jakby nigdy nic buty na stole, więc w sumie nie było źle;>







Biały domek z bluszczem najwyraźniej robił za miejsce spotkań wielbicieli "Trainspotting". Nie, nie było strzykawek, tylko pełno cytatów z tego filmu wypisanych mazakami na piętrze. Na parterze stały ładne czerwone mebelki:






Tak było na górze:







Teraz ostatni budynek, otoczony kłującymi krzaczorami Domek ze stojącą lampą i przybudówka:












Ten obiekt obejrzałam niestety tylko od zewnątrz. Willa Chimera jest tak znanym budynkiem, że nie ma co się czaić - dom stoi w Milanówku. Pojechałam tam oczywiście skuszona sławną historią zaginięcia małżeństwa Drzewińskich, które mieszkało w tym niepozornym domu. Można o tym poczytać między innymi TU. Jest to fascynująca zagadka kryminalna.


W 2006 i 2007 roku w niewyjaśnionych okolicznościach zaginęli kolejno Elżbieta i Wiesław Drzewińscy. Mieszkali w przedwojennej Chimerze z dokwaterowanym w latrach 70-tych Piotrem B. Zostali dwaj dorośli synowie Drzewińskich. Ich rodzice jakby zapadli się pod ziemię. Pamiętam jakiś program telewizyjny z udziałem Jackowskiego. Powiedział, że coś mu się nie podoba z kominem, że to tu może być rozwiązanie zagadki:/ Cokolwiek by nie myśleć o jasnowidzach, to akurat wydaje się być nie od rzeczy. Wcześniej Drzewińscy próbowali sprzedać willę. Pojawili się kupcy - małżeństwo, które chciało w niej zrobić fabrykę zabawek. Zostali zastrzeleni na podjeździe własnego domu, a mordercy nigdy nie schwytano.



Dopiero w listopadzie 2011 roku zatrzymano Piotra B., właśnie w Chimerze. Na policję zgłosił się zleceniobiorca, czyli płatny zabójca. Proces trwa, a synowie Drzewińskich, których podobno też chciał zabić oskarżony, zmienili nazwiska. I najwyraźniej uciekli z Chmiery. Gdy podjechałam pod budynek, wyglądał na opuszczony. Już nie ma ogrodzenia, jedna z szyb jest wybita, ale tylko zewnętrzna warstwa. Na podwórku z tyłu były studnia i powykręcane drzewo.



Na koniec dwa piękne obiekty na jednej działce, dawny szpital. Robią wielkie wrażenie, zwłaszcza gdy nie ma liści i do samych budynków, wyglądających jak dolnośląskie pałace, dołączają kształty okolicznych pomników przyrody. Niestety, wszystko jest szczelnie zabite dyktami, poza tym podobno budynki są pod alarmem. Mimo wszystko warto, choćby dla widoku z zewnątrz.





 


ciąg dalszy nastąpi

4 komentarze:

  1. Ja jestem z powiatu grodziskiego ;-) Opuszczoną willę dobrze znam, to znaczy - znam z zewnątrz, mijam ją kilka razy w tygodniu. W środku nigdy nie byłem. O której porze się zjawiłaś, że weszłaś tam nieniepokojona (wczesny ranek, późny wieczór, środek nocy)? Toż to niemal centrum. Chyba bym się nie odważył tak... wejść.
    A pamiętam jak była zamieszkana... jeszcze sześć-siedem lat temu.

    Dawny szpital (też bym się tu nie czaił, to bardzo znane budynki - ale skoro Ty nie podajesz miejsca, to i ja nie podam) też znam. Pamiętam, jak można było dostać się do środka. Chyba ze dwa lata temu nabył to UM w ...a, mam nie pisać. I usiłuje, czy też usiłował, to sprzedać w przetargu (jeśli masz wolne 8 milionów, to śmiało ;-) ). Więcej szczegółów na stronie www.[oficjalna-nazwa-tych-willi].pl

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. A, dobra, dawny szpital jest rzeczywiście pod alarmem i nikt tam teraz nie wejdzie i nie zdewastuje. To jest Turczynek - po prostu ;-)

    Rzeczywiście, każdemu polecam wybrać się i obejrzeć.

    OdpowiedzUsuń
  3. Swietny wpis. Gratuluje i czekam na kolejne :).

    OdpowiedzUsuń