A czy odkryłam wszystkie opuszczone domki? Zdecydowanie nie! :> Okazało się wręcz, że wszystko, co najlepsze, było jeszcze przede mną. Znalazłam nowe obiekty, a dwa z nich chyba biją na głowę wszystkie poprzednie. Ilość i jakość wyposażenia powala. Pierwszy z nich pokażę już dziś. Uprzedzając zrozumiałe wątpliwości - tak, ten pierwszy dom naprawdę jest opuszczony! Chyba, że ktoś mieszka z wybitymi oknami w głównych pokojach i z tynkiem łuszczącym się na suficie.
Pierwszy dom, który chcę pokazać, znalazłam wczoraj. Wybrałam się na objazd bocznych dróg puszczańskich wsi, żeby szukać opuszczonych chatek. Było jak zwykle - wypatrywanie, zatrzymywanie się na poboczu, ostrożne brnięcie przez chaszcze i oglądanie, próby wejścia i czasem sukces. Niekiedy okazywało się, że dom jest pusty lub zamknięty. Parę razy było inaczej. Zwłaszcza, wtedy, gdy zobaczyłam ten budynek.
W szafce pod telewizorem leżało trochę papierów. Prawdopodobnie właścicielka tego domu urodziła się w 1921 roku.
Jeszcze lepszy był drugi pokój. Tam też wisiały święte obrazy, a na regałach stało wszystko tak, jak dawniej - szklanki, kieliszki, patera, mały budzik. Na półkach została poukładana bielizna, w szafie wisiały palta i sztuczne futra. Najlepsze było wiszące na ścianie monidło.
Drugi z domów znalazłam tydzień temu. Jeździłam po rejonie środkowej puszczy i zauważyłam drewniany budynek z oknami zabitymi deskami. Wcześniej ktoś z okolicznych mieszkańców powiedział mi, że jest we wsi drewniak, którego ktoś kupił, a potem umarł. Weszłam więc na podwórko od tyłu, gdzie nie było ogrodzenia.
Główny budynek był zamknięty. Ale gdy tak chodziłam, na kompletnie dotychczas pustej ulicy prowadzącej przez wieś ktoś się pojawił. Podszedł do ogrodzenia i się przywitał, więc powiedziałam szczerze, że zwiedzam opuszczone domki i zastanawiam się, czy ten nie ma już żadnego właściciela, czy może gdzieś jakiś jest. Wtedy mieszkaniec powiedział, że właścicielem jest jego syn:> Mogłoby się zdawać, że sytuacja nieco przypałowa, ale okazała się być zupełnie inna. Namówiłam mieszkańca (pozdrawiam!), by przyniósł klucz. Powiedział, że do jednej z części domu nikt nie wchodził od 15 lat. Wcześniej mieszkała tu jakaś kobieta, która nie była z tych stron. Sąsiedzi jej dokuczali i w końcu się wyprowadziła, ktoś wtedy faktycznie kupił dom i umarł, ale kolejny właściciel jak najbardziej żyje, tyle że nie remontuje domu. Budynek ma podobno około 50 lat. Po chwili weszliśmy przez te drzwi do środka:
Jest część lewa i część prawa budynku. Najpierw weszliśmy do prawej, gdzie jeszcze troszkę światła wpadało przez zabite deskami okna.
Potem zwiedziliśmy przedsionek, przez który zapewne wchodziło się do domu w czasach jego świetności. Akurat tam nieco światła też wpadało przez deski. Gdy drzwi się otworzyły, pojawiło się to najlepsze uczucie, dla którego zwiedza się opuszczone miejsca. Na drewnianym, pięknym kredensie stała Matka Boska bez głowy.
Potem poszliśmy do lewego skrzydła domu. Początkowo drzwi wydawały się zamknięte, ale mocniejsze popchnięcie otworzyło je. W środku była kompletna ciemność. Weszłam tam po omacku i poczułam, jak coś obkleja mnie od stóp do głów. To była ogromna pajęczyna. Właśnie tam nikt nie wchodził od 15 lat. Szczotką usunęliśmy pajęczyny, ale w środku pomieszczenia i w przejściach do dalszych pokoi były kolejne. Też trzeba było je usunąć. Znalazła się nawet żywa ćma. Po wyjściu stamtąd wyglądałam jak człowiek-pająk. W mroku nie widziałam, co fotografuję. Celowałam aparatem w głąb pokoju, włączałam flesz i pstrykałam. Dopiero na ekranie aparatu widziałam, co jest wokół mnie. Wyglądało to tak, jakby ktoś wyszedł na chwilę, a nie 15 lat temu.
Na strychu podłoga była już mocno niepewna, ale udało się tam wdrapać i znaleźć coś ciekawego. Wisiał jakiś iglasty wieniec (w ogóle cmentarne pozostałości świadczą podobno o tym, że przed kompletnym opuszczeniem dawna właścicielka przyjeżdżała tu niekiedy na 1 listopada) i stała metalowa skrzynka pełna ciuchów. Zdaniem ojca właściciela skrzynka pochodzi z czasów II wojny światowej i służyła do przechowywania amunicji.
Kolejny dom już wcześniej mijałam. Jest poza szlakiem, w wymarłej wsi Zalasek.
Wtedy wydawało mi się, że ten budynek jako jedyny w tej miejscowości nie jest opuszczony. Zwłaszcza dlatego:
Ale tym razem przyjrzałam mu się bliżej i zauważyłam, że z tyłu brakuje ogrodzenia. Podchodziłam ostrożnie, aż weszłam na podwórko, zachowując oczywiście ciszę i "nie zakłócając spokoju swą osobą" :> Drzwi były otwarte. Jednak tutaj też nikt już nie mieszka.
W środku były resztki wyposażenia:
Tego dnia, idąc przez puszczę drogami poza szlakiem, zwiedziłam też inne opuszczone miejsca, wcześniej namierzone na mapie jako podejrzane;> W tej opuszczonej wsi poprzednio zwiedzałam inny domek, w środku wisiał obraz z Matką Boską jako jedyny skarb i jedyna pozostałość po wyposażeniu. Niestety, obraz już zniknął.
Idąc drogą na Łazy Leśne i Izabelin Leśny, dochodzi się do malutkiego domku.
Na okolicznym rozstaju pozaszlakowych dróg jest wielki świerk, a pod nim kapliczka:
Poszłam dalej poza znakowaną trasą, na Izabelin Leśny. Można tym sposobem dojść do szlaku zielonego, który prowadzi do jednego z moich ulubionych miejsc w Puszczy Kampinoskiej - wielkiej polany za Dębem Powstańców. Póki co wciąż szłam dróżką prowadzącą do jednej z na wpół, tym razem, wymarłych wsi.
W Łazach Leśnych po gospodarstwie zamieszkałym zauważyłam kolejne, położone po lewej stronie drogi. Było na pierwszy rzut oka okazałe i tylko zastanawiałam się, czy nie wyskoczą na mnie stamtąd żadne psy. Ale gdy podeszłam trochę bliżej, zorientowałam się, że na murowanym domu nie ma dachu. Tak, jakby zerwała go trąba powietrzna. Byłam pewna, że to jakiś niedokończony budynek w stanie surowym, ale gdy weszłam do środka, przekonałam się, że było inaczej. Przez Puszczę 10 lat temu faktycznie przeszła trąba powietrzna. Może faktycznie o to tutaj chodziło?
W piwnicy wisiały sztuczne kwiaty:
Izabelin Leśny, położony tuż obok zielonego szlaku, to wyjątkowe, dzikie miejsce w Puszczy. Są tutaj bardzo charakterystyczne, stare dęby. Kiedyś była też leśniczówka, dziś już nic po niej nie zostało.
W tym miejscu jest wejście na szlak zielony. Poszłam nim do Dębu Powstańców, a potem z powrotem do Granicy. Po drodze mija się wielką wieżę obserwacyjną na jednej z gór. Obok leży opuszczona mapa Puszczy Kampinoskiej:>
Potem dochodzi się do Dębu Świętej Teresy, jednego z najciekawszych drzew w Puszczy. Jest na nim kapliczka z obrazkiem Świętej Teresy, samo drzewo też robi wrażenie:
Po przejściu obok dębu trochę się zgubiłam, ale dzięki mapie udało mi się wrócić na zielony szlak, którym już bez przeszkód doszłam do polany za Dębem Powstańców, gdzie parę miesięcy temu spotkałam lisa.
ciąg dalszy nastąpi za kilka dni:>
.jpg)